niedziela, 27 września 2015

Rozdział 10

Draco w skrzydle szpitalnym spędził tydzień. Hermiona przez ten czas czuła się tak samo słabo co Draco. Chodziła na zajęcia, posiłki, a cały wolny czas spędzała leżąc w łóżku. Po opuszczeniu przez Draco skrzydła szpitalnego przez kilka dni oboje byli jeszcze słabi i zmęczeni. Oboje ucierpieli, a tylko jedno się leczyło.

Był piętnasty październik a zima przyszła szybciej niżby się wszystkim mogło zdawać pierwszy wypad do wioski Hogsmeade, a trójka przyjaciół wybrała się do niej.
-Od początku chodzisz z tą książką. Praktycznie z nią śpisz. I nie chcesz się dowiedzieć kim jest ten Książę Półkrwi. - Powiedziała Hermiona.
-Nigdy nie mówiłem że nie chce się dowiedzieć. I nie śpię z nią.
-Ale to prawda. Ja za nim zasnę lubię pogadać. A ty siedzisz z nosem w książce. Zupełnie jak Hermiona. - Rzekł Ron.
-Byłam bardzo ciekawa więc poszłam ...
-Do biblioteki. - Dokończyli oboje.
-No i co? - Spytał Harry.
-No i nico. Nigdzie nie znalazłam w ogóle żadnej wzmianki o Księciu Półkrwi.
-I dobrze sprawa zamknięta.
-Filiusie miałem nadzieję że spotkam cię w Trzech Miotłach! - Usłyszeli przed sobą krzyk profesora Slughorna.
-Nie, wzywają mnie na niespodziewaną próbę chóru.
-Może pójdziemy na małe piwko? - Zaproponował po chwili Harry.


W tym samym czasie Draco wchodził już właśnie do Trzech Mioteł. Czaił się przy łazienkach na nadarzającą się okazję. Długo czekać nie musiał. Madame Rosmerta wychodziła właśnie z toalety.
-Imperius! - Draco rzucił na nią zaklęcia. - Dasz to Katie Bell, a ona ma to przekazać Dumbledore'owi. Jasne? A teraz odejdź. - Powiedział a ona odeszła. Malfoy postanowił że odczeka chwilę za nim wyjdzie.


-O nie nie tylko nie tam. Chodźcie tu. - Powiedział Harry. - Usiądź koło mnie. - Powiedział do Rona.
-Okej.
-Coś do picia? - Spytał kelner.
-Trzy piwa kremowe jedno z imbirem proszę. - Powiedziała Hermiona. Harry zauważył Malfoy'a wychodzącego z pub'u.
-A niech to szlak. - Jęknął Ron. Widząc w koncie siedzących Giny i Dean'a. - Śliski gamoń.
-Spokojnie tylko trzymają się za ręce. I całują. - Dodała po chwili.
-Ja wychodzę.
-Co?! Chyba żartujesz.
-Ale to jest moja siostra.
-I co? A gdyby zobaczyła że my się całujemy to myślisz że by wstała i wyszła? - Powiedziała i napiła się piwa które chwilę wcześniej zostało im przyniesione.
-Harry mój drogi!
-Dzień dobry miło pana widzieć. - Powiedział Harry i wstał.
-I ciebie także.
-Co pana sprowadza?
-Przychodzę do Trzech Mioteł od wielu lat. Znacznie dłużej niż bym sobie życzył. Jeszcze pamiętam kiedy to była Jedna Miotła. - Powiedział i machnął ręką a zawartość jego kufla wylała się na Hermionę. - Oo! Uwaga panno Granger! Słuchaj chłopcze. W dawnych czasach organizowałem u siebie takie małe przyjęcia dla kilku wybranych uczniów. Dasz się zaprosić?
-Ee Będzie to dla mnie wielki zaszczyt.
-Panna Granger też przyjdzie? - Zwrócił się do niej.
-Z wielką radością. - Odparła po tym jak szybko przełknęła łyk piwa.
-Świetnie! Wypatrujcie mojej sowy. Ooo Dzień dobry Wallenby. - Zwrócił się do Rona i odszedł.
-Co to było? - Spytał Ron.
-Dumbledore chciał żebym to zrobił.
-A dlaczego niby?
-Tego nie wiem. Wiesz może to jest ważne. Jakby nie było to by nie prosił.
Hermiona w tym momencie dopiła całe swoje piwo.
-Ee Coś tu ... chyba ... - Ron powiedział nieśmiało i wskazał na miejsce pod nosem. Hermiona szybko wytarła twarz.

Jakiś czas później wyszli z Trzech Mioteł i kierowali się w stronę zamku.
-Harry słyszałeś co mówiła o mnie, o niej i o całowaniu? Hmm też coś. - Mruknął po chwili i dogonili razem Hermionę, a ta zarzuciła im ręce na szyję idąc pomiędzy nimi.
-Aaaaa! - Krzyknęła Leanne. - Ostrzegałam ją! - Krzyknęła wskazując na leżącą na śniegu Katie. - Mówiłam żeby nie ruszała! - Nagle jakaś siła zaczęła szarpać Katie po śniegu na prawo i lewo a po chwili uniosła się w górę na parę sekund i opadła z wielką siłą na ziemie. Zaczęła się trząść.
-Nie podchodźcie! - Usłyszeli za sobą Hagrida. - Odsuńcie się! - Podszedł do nieprzytomnej Katie i podniósł ją. Harry zbliżył się do leżącego blisko nich otwartego pakunku. - Nie dotykajcie tego! No chyba że przez coś. Zrozumieliście? - Na śniegu leżał Czarny medalion z wieloma niebieskimi brylantami i czarne pudełko oraz brązowy papier w który musiał być wcześniej ten medalion zapakowany.

Godzinę później w gabinecie profesor McGonagall stała cała czwórka Harry, Ron, Hermiona i Leanne
-Widziałaś czy Katie miała go już ze sobą kiedy wchodziłyście do Trzech Mioteł? - Spytała McGonagall Leanne.
-Naturalnie. Poszła wtedy do toalety, a kiedy wróciła trzymała tę paczkę. Coś mówiła że musi ją komuś dać.
-Czy powiedziała komu?
-Profesorowi Dumbledore'owi.
-Bardzo ci dziękuję Leanne możesz iść. - Leanne odeszła. - Dlaczego, gdy dzieje się coś złego to zawsze akurat wy tam jesteście?
-Pani profesor ja zadaje sobie to samo pytanie już od sześciu lat. - Powiedział Ron.
-O! Severus! - Profesor Snape wszedł do gabinetu. Wyciągnął różdżkę i wskazał nią na leżący medalion na biurku McGonagall i uniósł go w powietrze zaklęciem. - Co ty na to? - Spytała.
-Zdaje się że panna Bell, nie wie ile miała szczęścia.
-Trafił ją urok tak? - Spytał Harry. - Znamy ją przecież nie od dziś. Nie skrzywdziłaby muchy. Jeśli niosła to profesorowi Dumbledore'owi nie robiła tego świadomie.
-Tak to był urok. - Powiedziała McGonagall.
-To był Malfoy. - Powiedział Harry. A Ron i Hermiona spojrzeli na niego z szokiem.
-Myślę że to jest bardzo poważne oskarżenie Potter. - Powiedziała powoli McGonagall.
-Rzeczywiście. - Odparł Snape. - Masz dowody?
-Ja to wiem.
-Ty to wiesz? Zadziwia mnie Potter twój talent o którym większość zaledwie tylko mogłaby śnić. Jest zapewne cudowne jest być tym sławnym Wybrańcem. - McGonagall spojrzała lekko skołowana na kolegę.
-No a teraz wracajcie do siebie. Wszyscy! - Gdy opuścili już gabinet profesor McGonagall Hermiona odezwała się.
-Idźcie, ja zaraz przyjdę. - Powiedziała i ruszyła w przeciwną stronę. Nie wiedziała gdzie idzie, po prostu czuła że musi gdzieś iść, jakby ją coś wzywało. Szła coraz szybciej w końcu zaczęła biec. Wbiegł do komnaty na trzecim piętrze w której w pierwszej klasie siedział Puszek i pilnował klapy do tajnego wejścia gdzie Dumbledore ukrył Kamień Filozoficzny. Dziś ta komnata była pusta. Gdy tylko drzwi za Hermioną zamknęły się ona poczuła jakby coś ją ściskało w brzuchu, poczuła strach i zaczęła panikować. Chciała wyjść, ale drzwi były zablokowane. Żadne zaklęcie na nie nie działało. Ani Alohomora! Ani Sezam Materio! Czuła się przytłoczona, osaczona, pomimo tego że znajdowało się tutaj dużo przestrzeni. Po chwili drzwi się otworzyły a do komnaty wpadł Draco.
-Nie! - Krzyknęła i ruszyła w stronę drzwi, ale te zdążyły się zamknąć. Byli uwięzieni.
-Co się dzieje? - Spytał. - Czemu tu przyszedłem? Czułaś to samo? Coś jakby ...
-Wezwanie. - Dokończyła za niego.
-Tak. Ale co to ... - Nie dokończył.
CO TY ROBISZ ... NIE MOŻESZ ... POPRAW SIĘ ... STAĆ WAS NA WIĘCEJ ... JESTEŚCIE LEPSI ... BROŃCIE SIĘ ... OCHRANIAJCIE WZAJEMNIE ... NIE WALCZCIE ... NIE KRZYWDŹCIE ... NIEEEEEE ... ZAPŁACICIE ZA TO ...
Usłyszeli okropny krzyk. Znów ten sam głos, ale tym razem krzyk, donośny, odbijający się echem od ścian. Po ostatnich słowach na środku sali pojawił się kłębek fioletowej mgły i wciąż rósł. Aż w końcu cała komnata była wypełniona tą mgłą. Draco i Hermiona wtulili się w siebie. Usłyszeli śmiech tej samej osoby która już kilka razy do nich przemówiła. Wystraszyli się jeszcze bardziej. Powoli zaczęło być im duszno. Jakby ta mgła zabierała im tlen. Upadli na podłogę wciąż wtuleni w siebie.

-----------------------------&&&-------------------------
Jak się podoba rozdział? Czekam na wasze opinie.
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz
--------------------&&&----------------

niedziela, 23 sierpnia 2015

Rozdział 9

Od ostatniego zdarzenia oboje byli ostrożni co do swoich działań i uczuć. Nic niezwykłego się nie zdarzyło. Mgła też jak na razie się im nie pokazywała.

Dwa tygodnie później Draco ostrożnie szedł korytarzami zamku na siódme piętro. Wszedł do Pokoju Życzeń.
Dziś trzeci październik. Czas w końcu zacząć polecone mi zadanie. Powiedział sobie.
Rozglądał się po zagraconym pokoju podrzucając jabłko w dłoni. W końcu znalazł tego czego tak szukał, zrzucił stary koc z trójkątnej szafy i uśmiechnął się.
-Szafka Zniknięć. - Szepnął do siebie zadowolony. - Czas potrenować. - Otworzył szafkę i położył jabłko w środku i zamknął drzwiczki. - Harmonia Nectere Passus. Harmonia Nectere Passus. Harmonia Nectere Passus.
Draco próbował naprawić szafkę. Spędzał tu cały wolny czas. Dzisiaj nic nie zdziałał po kilku godzinach. Przyjdzie znów. I będzie tak długo i tak często tu przychodził aż w końcu Szafka Zniknięć będzie prawidłowo działać.


W tym samym czasie w pokoju wspólnym Gryfonów przed kominkiem na kanapie siedział Ron, a przed nią na podłodze Hermiona czytająca Proroka Codziennego i Harry przeglądający książkę do Eliksirów, której nie oddał po pierwszej lekcji Eliksirów.
-No wiecie myślałem że już nie wygram. - Mówił Ron komentując sprawdzian do drużyny Quidditcha. - Cormac chyba się nie załamał? A wiesz że on chyba coś do ciebie ma? - Zwrócił się z tym ostatnim pytaniem do Hermiony.
-Jest wredny. - Powiedziała i dalej przeglądała gazetę.
-Znacie takie zaklęcie? Sectumsempra? - Harry podłożył książkę przed twarz Hermiony.
-Nie i nie chce. Jakbyś miał trochę rozumu oddałbyś tę książkę.
-Nie wchodzi w grę jest najlepszy. A nawet lepszy niż ty. Slughorn ma go za geniusza. No co? - Spytał po chwili gdy Hermiona obrzuciła go spojrzeniem.
-A wiadomo czyja to książka? - Hermiona zaczęła się podnosić w stronę przyjaciela. - Daj zobaczę. - Wyciągnęła do niego dłoń.
-Nie! - Harry odpowiedział szybko i wstał na nogi, Hermiona również podniosła się w górę.
-Ale dlaczego?
-Bo okładka jest zniszczona. - Harry zaczął iść tyłem za kanapę, a Miona szła za nim.
-Okładka jest zniszczona? - Zaśmiała się lekko
-Tak. - Giny siedząca na fotelu za Harrym wyrwała mu książkę z ręki i zaczęła cofać się.
-Książę Półkrwi. - Przeczytała.
-Kto?- Spytała Hermiona.
-Tak tu jest napisane. Jest własnością Księcia Półkrwi. - Spojrzały obie na Harry'ego a Giny po chwili rzuciła mu książkę.


Kilka dni później wieczorem na korytarzu zaatakowała ją mgła. Tym razem fioletowa mgła przybrała postać kobiety.
Uważaj ... Zło się zbliża ... Musisz ... Będzie ciężko ... Opłaci się ... Musisz uwierzyć ... Zło czyha w pobliżu na ... Ostrożna ... Czekaj na ... Moment ...
I gdy ten głos umilkł Hermiona poczuła przeszywający ból w okolicach serca.
-Aaaaa! - Zaczęła krzyczeć z bólu upadła na kolana. Po chwili z jej oczu zaczęły lecieć łzy.


-Draco co o tym myślisz?
-Co?
-Znowu mnie nie słuchasz. - Blaise przewrócił oczami, za co Draco zgromił go wzrokiem. - Mówiłem że ...
-Aaaa! - Wydarł się Draco i przyłożył dłoń w okolicach serca.
-Draco co jest?!
-Ja ... Boli. Aaaaaa!
-Draco stary co ci jest?! Draco?! Draco?!
-Znajdź Granger. - Wysapał.
-Co?! Po co tą szlamę?!
-Znajdź ją, wyjaśnię później ... Aaaa!
-Draco?! Draco?!
-Znajdź Granger i zaopiekuj się nią, nie może znów trafić w tym samym czasie co ja do skrzydła. - Mówił ciężko przez zaciśnięte zęby z bólu. - Aaaaaaaa! Na pewno jest gdzieś na korytarzu, gdzie nikogo niema. Aaa! To atakuje gdy jest się samemu.
-Draco?! Co ci odwaliło?! Co atakuje?! Draco?!
-Obiecaj. Wytłumaczę później.
-No dobra dobra! Draco?! Draco?!
Draco po chwili stracił przytomność.  Blaise wybiegł z pustej sali w której obaj siedzieli i pobiegł po pomoc.
-Panie Dyrektorze! - Zawołał gdy zauważył Dumbledore'a schodzącego w dół po schodach. Dyrektor się zatrzymał, a Blaise podbiegł do niego. - Panie Dyrektorze proszę pomóc. - Wysapał.
-Co się stało panie Zabini?
-Chodzi o Draco?
-Co z panem Malfoy'em?
-On ... Nie wiem. Gadaliśmy i nagle zaczął krzyczeć z bólu i stracił przytomność.
-Prowadź. - Powiedział zaniepokojony Dyrektor. Zabini zaprowadził Dyrektora do swojego przyjaciela. Draco leżał na podłodze zwinięty w kłębek, a jego ciało co chwilę drgało niekontrolowanie. Dyrektor zabrał Malfoy'a do skrzydła szpitalnego, a Zabini pobiegł. Przeszukał trzy piętra i dopiero na czwartym w najmniej używanym przez uczniów korytarzu znalazł leżącą na podłodze Hermione.
-Granger! - Krzyknął. - Ocknij się! Co się tu dzieję do cholery?! - Wrzasnął sam nie wiedział do kogo. - Vingarium Leviosa! - Rzucił na Hermionę i zabrał ją do pobliskiej klasy. Położył ją ostrożnie na podłodze. - Colloportus! - Rzucił na drzwi, a te zamknęły się, a otworzyć można je tylko zaklęciem Sezam Materio!
Usiadł na podłodze blisko Gryfonki i oparł o ławkę. Co jakiś czas sprawdzał czy dziewczyna w ogóle żyje. Po dwudziestu minutach Gryfonka otworzyła oczy i podniosła do pozycji siedzącej.
-Wreszcie się ocknęłaś. - Hermiona szybko odwróciła się za siebie skąd dobiegł ją głos Ślizgona. - Spokojnie nie zrobię ci krzywdy. Nie wiem o co chodzi, ale Malfoy kazał mi się tobą zająć i oboje wisicie mi wytłumaczenie tego.
-Co?
-Draco tak po prostu zaczął krzyczeć. Potem powiedział że mam cię znaleźć i nie dopuścić byś trafiła znów w tym samym czasie do skrzydła co on.
-Malfoy jest w skrzydle szpitalnym?
-Prawdopodobnie. Dumbledore go tam zabrał, sam go do niego zaprowadziłem. Nie wiedziałem co robić.

------------------------------&&&----------------------------
Mamy kolejny rozdział. Piszcie jak wam się podoba.
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz
---------------------&&&-----------------

Rozdział 8

Kilka godzin później do skrzydła szpitalnego wpadł rozgniewany Lucjusz Malfoy i zaniepokojona Narcyza Malfoy. Podbiegli na sam koniec komnaty gdzie za dużym parawanem znajdowały się dwa łóżka. Obrzucili spojrzeniem pełnym obrzydzenia i pogardy Hermione i stanęli pomiędzy jej łóżkiem a łóżkiem swojego syna.
-Draco jak się czujesz? - Spytała kobieta.
-Bywało gorzej. - Odparł od nie chcenia.
-Co się stało? Kto ci to zrobił?
-Nie wiem ojcze. Nikogo nie widziałem. Straciłem przytomność jak jeszcze nie byłem poraniony. To się musiało stać później.
-Jak to możliwe?! Kto do tego dopuścił żeby tak ... Idę porozmawiać z Dumbledore'm tak nie może być! - Wrzasnął i ruszył do wyjścia.
-Kochanie na pewno musisz coś pamiętać. Jak to się stało? Jak do tego doszło? Kto ci to zrobił?
-Nie wiem mamo.
-A ty? - Spytała patrząc na Hermionę, gdy upewniła się że jej mąż wyszedł z sali.
-Ja nic nie pamiętam. Tyle samo co ... - Powstrzymała się od powiedzenia "Malfoy". - on - Dodała trochę słabiej. - Szłam z Harrym korytarzem i zobaczyliśmy jego i jego dwóch kumpli stojących nad leżącą dziewczyną. Ale różdżki trzymali tylko tamci dwaj, więc to nie on ... Ale Harry się zdenerwował i zaatakował. Stanęłam między nimi. Sama nie wiem czemu. Harry rozwścieczył się jeszcze bardziej i odszedł. Ja zostałam sama z Draco. - Przełknęła głośno ślinę i wzięła głęboki oddech, gdyż poczuła ból w okolicy klatki piersiowej. Zauważyła jak Malfoy również poczuł ten kujący ból i wziął głęboki oddech, ale tak by matka nie zauważyła. Pomimo tego że Narcyza wciąż wpatrywała się w Hermionę. - Zadałam mu pytanie, co on sobie myśli? Ała! - Krzyknęła i podniosła rękę do czoła wykrzywiając twarz w bólu. - A potem był ból, ogromny ból i straciłam przytomność. - Mówiła powoli i ciężko gdyż ból w klatce piersiowej i w głowie nasilał się z każdą sekundą.
-Co się dzieje dziewczyno? - Spytała, gdy Hermiona zaczęła wiercić się na łóżku z bólu. Spojrzała na swojego syna on również zachowywał się podobnie. - Pani Pomfrey! - Wrzasnęła. - Pani Pomfrey! - Krzyknęła jeszcze raz i pobiegła do jej gabinetu. Ostatnie czego ta dwójka była świadoma to rozrywający ból w całym ciele, drgawki, upadek z łóżek na podłogę i wrzaski Pani Pomfrey i Pani Malfoy.


Obudzili się cztery dni później, ale nie znajdowali się w skrzydle szpitalnym w Hogwarcie. Byli na prywatnej sali w Świętym Mungu. Zakazane były wizyty. Uzdrowiciele nie wiedzieli co im się stało. Czy rzucono na nich jakieś zaklęcie czy podano jakiś eliksir. Po ich przebudzeniu się Uzdrowiciele ich dokładnie zbadali i wypytali o objawy. Dwa dni później zwolniono ich gdyż udało się ich wyleczyć. Do Hogwartu kazano im wrócić Błędnym Rycerzem. I tak też zrobili. Podróż nie należała do przyjemnych. Gdy Błędny Rycerz zatrzymał się pod bramą Hogwartu oboje wysiedli zadowoleni i ruszyli w stronę zamku. Nie odzywali się do siebie słowem. Nie wiedzieli co powiedzieć. Nie mieli o czym rozmawiać. Gdy weszli do zamku nawet się ze sobą nie pożegnali i Draco szybko zszedł do lochów, a Hermiona szybko zaczęła wspinać się po schodach na górę. Oboje szybko się przebrali i wskoczyli do łóżek. Tę noc oboje przespali w spokoju. Bez koszmarów, bez lęków i bez pocenia się.

Rano przy śniadaniu Ron i Harry próbowali dowiedzieć się od Hermiony co się stało, ale ta milczała.
-To pewnie Malfoy. - Powiedział ze złością Ron.
-On nie mógł tego zrobić.
-A ty czemu go znowu bronisz? - Spytał również zły Harry.
-Nie bronię go. On nie mógł tego zrobić. Jakbyście nie zauważyli on też został poszkodowany. Był w tak samo kiepskim stanie jak ja i  również trafił do Świętego Munga.
-Może sam sobie zadał te obrażenia po tym jak zaatakował ciebie, by zmyć z siebie podejrzenia.
-Ron myślisz że on chciałby sam siebie zranić prawie na śmierć by nie być podejrzanym o napad na mnie? - Spytała rozzłoszczona Hermiona.
-A tobie co się stało? - Spytał Ron.
-Jak ty nic nie rozumiesz. Obaj nic nie rozumiecie. - Powiedziała i wstała od stołu.
-To nam wytłumacz! - Wrzasnął Harry, ale ona go olała.

W tym samym czasie przy stole Slytherinu Draco jadł śniadanie i nagle poczuł się zły, wściekły. Spojrzał przed siebie. Hermiona właśnie wściekła tłumaczyła coś Weasley'owi, wstała od stołu i ruszyła do wyjścia a Potter wrzasnął za nią "To nam wytłumacz!", ale ta się nie odwróciła tylko szybko opuściła sale. Po chwili Draco poczuł że chce mu się płakać. I wiedział że znów coś się stało. Wstał szybko od stołu i ruszył do wyjścia.
Muszę jak najszybciej znaleźć Granger. Powiedział do siebie. Gdzie ona mogła pójść? 
Zobaczył jak za rogiem na schodach znika jej czarna szata poszedł szybko w tamtą stronę. Spojrzał w górę schodów, a następnie na korytarz.
Nie mogła pójść wyżej, musi być gdzieś tu. Powiedział do siebie.
W tej chwili po jego policzkach zaczęły kapać łzy.
-Świetnie. - Mruknął na głos. Wszedł w głąb korytarza. sprawdzał każdą salę. Wszystkie były puste. Prócz ostatniej. To w niej na podłodze w koncie siedziała Hermiona i płakała.
-Hermiona? - Spytał słabym głosem.
-Zostaw mnie.
-Musisz się uspokoić.
-Zostaw mnie. - Powiedziała głośniej.
-Musisz zacząć panować nad swoimi emocjami. - Powiedział i pociągnął nosem, a ona podniosła głowę i spojrzała na niego.
-Ty płaczesz? - Spytała słabym głosem lekko roześmiana.
-Niestety. Coś nas znowu połączyło. Odczuwam twoje emocje.. - Powiedział i otarł swoje policzki od łez.

------------------------------&&&-------------------------
I jest kolejny rozdział. Jak się wam podoba?
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz
--------------------&&&-----------------

sobota, 4 lipca 2015

Rozdział 7

Kolejne dni mijały pozornie spokojnie. Oboje próbowali unikać niebezpieczeństw, bo jedno zrobi coś źle cierpią oboje. Hermiona przesypiała większość nocy, ale ciągle budziła się cała zlana potem. Draco przestał miewać koszmary, ale bał się że ta mgła zaraz się pojawi i sprawi mu ból. Jego strach był tak mocny, że mimo tego iż nie miewał już koszmarów pocił się tak samo mocno jakby wciąż je śnił. Ale wszyscy wiemy że długo dobrze być nie mogło.

Pewnego dnia na jednym z rzadziej używanych korytarzy Crabbe i Goyle znęcali się nad pewną Krukonką z czwartej klasy.
-Crabbe! Goyle! Co wy wyprawiacie?! - Wrzasnął Draco, który nie wiadomo skąd znalazł się na tym korytarzu.
-Malfoy! Co ty znów odwalasz?! - Za swoimi plecami Draco usłyszał tak dobrze mu znany głos.
-Potter! - Wycedził. - A co cię obchodzi moje życie?!
-Kto tam leży?! Nad kim się znów znęcałeś co?!
-Harry nie warto. - Szepnęła spanikowana Hermiona. Rzuciła szybkie spojrzenie na Malfoy'a, jego oczy błyszczały w dziwny sposób.
-Nie pozwolę byś krzywdził niewinnych! Wraz ze swymi kumplami łajdakami! Drętwota! - Hermiona się cała napięła na szczęście Draco zdążył uchylić się przed zaklęciem. - Drętwota! - Draco znów się schylił, ale oberwał Goyle.
-Ała! - Wrzasnął swoim grubym głosem.
-Zwijamy się! - Wrzasnął Crabbe podnosząc kumpla i uciekając. - Malfoy! - Wrzasnął i zniknęli na zakręcie, chwilę później ich głosy ucichły w oddali.
-Harry nie!
-Nie wtrącaj się Miona! - Odepchnął ją na bok. - Drętwota! - Draco znów się uchylił, a ze ściany posypało się trochę tynku. Dziewczyna leżąca na podłodze, podniosła się i uciekła. Gdy Harry chciał kolejny raz rzucić zaklęcie Hermiona wybiegła przed niego stając wprost na linii ognia, zasłaniając swoim ciałem Malfoy'a stając twarzą do Harry'ego. Rozciągnęła ręce na bok dając tym znak że będzie bronić osobę stojącą za nią. - Hermiona co ty robisz?! - Wrzasnął wściekły.
-Ratuje ci życie!
-Odsuń się! Czemu go bronisz?!
-To tylko chłopak!
-Odsuń się!
-Nie! Harry nie widzisz co się z tobą dzieję?!
-Od kiedy jesteś taka miła i łaskawa dla Malfoy'a?! - Milczała. - No odpowiedz! - Wrzasnął a ona podskoczyła.
-Harry nie widzisz co się z tobą dzieje?!
-Nic się ze mną dzieje!
-Właśnie widzę! Harry spójrz na siebie! Wyglądasz jakbyś oszalał!
-Śmieszna jesteś!
-Nie to ty jesteś! I to twoje zachowanie! Nie przypominasz tego chłopaka którego znam od tylu lat!
-Może już nim nie jestem!
-Harry!
-Co w ciebie wstąpiło Miona?! - Wrzasnął i opuścił różdżkę, schował ją w kieszeń i ruszył w ich stronę. - Zmieniłaś się wiesz? - Powiedział ciszej, ale wciąż wściekłym tonem.
-Nie. To ty się zmieniłeś. - Szepnęła. Harry wyminął ich i bez słowa skręcił w prawo na końcu korytarza idąc dalej samemu. Nie miał ochoty już na towarzystwo Hermiony. Ona odwróciła się za nim. I chwilę patrzyła w miejsce w którym przed chwilą zniknął. Gdy jego kroki ucichły odezwała się. - Malfoy co ty odwalasz?
-To nie ja. Crabbe i Goyle się nad nią znęcali, przyszedłem tu chwilę przed wami i zadałem im to samo pytanie co ty przed chwilą. - Przez chwili obrzucali się piorunującymi spojrzeniami.
Tak dobrze ... Brońcie jedno drugiego ... Takie jest wasze ... Musicie ... Pamiętajcie o tym ... Poznajcie w końcu swe przeznaczenie ... Wasze serca są czyste ...
Znów usłyszeli ten głos pojawiła się między nimi ta dziwna fioletowa mgła. Zaczęła się między nimi unosić. Wraz z ostatnimi słowami mgła przeleciała przez ich serca. Wleciała przez plecy Hermiony, a wyleciała przez plecy Draco, gdyż stali na przeciwko siebie. Głos nagle ucichł, mgła powoli zaczęła znikać, i niespodziewanie poczuli chłód w całym ciele i odrętwienie całego ciała. Upadli na kolana, głowa zaczęła ich niemiłosiernie boleć, rozsadzać, w uszach zaczęło im świszczeć i dzwonić. I nagle upadli na posadzkę jakby ulotniło się z nich życie, przez chwilę się nie ruszali, ale nie minęła minuta a zaczęli się trząść.

Po dwóch dniach oboje obudzili się w skrzydle szpitalny, pani Pomfrey szybko stanęła między ich łóżkami.
-No wreszcie się obudziliście. Co się stało tam na korytarzu? Nie możemy znaleźć przyczyn waszego zachowania, waszej utraty przytomności oraz krwawienia, waszych ran. Nie chcą się zagoić. To nie wy mogliście sobie to zrobić, gdyż wasze różdżki były schowane, ale dla pewności zostały sprawdzone ostatnie rzucane przez was zaklęcia i wniosek jest taki, że ostatnimi są zaklęcia z lekcji Transmutacji które ćwiczyliście tego dnia. Kto wam to zrobił? Kto was zaatakował? Ta biedna dziewczyna Cherley powiedziała że Crabbe i Goyle ją zadręczali, wtedy zjawiłeś się ty, a chwilę po tobie Hermiona z Harrym. Harry się zdenerwował i zaczął rzucać zaklęciami. Cała trójka już została ukarana. Ty Draco nie jesteś winny. Ale co się tam wydarzyło? Mówcie śmiało.
-Ja ... My ... Nie pamiętam. Ostatnie co wiem to że stanęłam między Harrym a Draco, później Harry odszedł i zadałam Malfoy'owi pytanie "Co on sobie myśli, czy co robi?" Miałam na myśli tę dziewczynę. Też myślałam że to on, ale nie miał w dłoni różdżki, więc pomyślałam że kazał tym dwóm to zrobić. I nie chciałam pozwolić by Harry wpakował się w tarapaty.
-A ty co pamiętasz Draco? - Pani Pomfrey przeniosła swój wzrok z Hermiony na Dracona.
-Tyle samo. Przyszedłem zobaczyłem tych dwóch stojących nad Krukonką, zjawiła się ona i Potter. Ten wpadł w szał zaczął ciskać zaklęciami. Ona stanęła między nami. On zaczął wrzeszczeć i odszedł. Wtedy ona się wydarła coś w stylu "Co ty robisz?" i więcej nie wiem. Pustka.
-Ojeny to niedobrze. Zostaniecie przez kilka dni tutaj. Nie wychodźcie z łóżek i leżcie spokojnie. Musicie wypoczywać.
-A mówiła pani o jakiś ranach. Co to znaczy?
-Jesteście pokaleczeni. Na rękach, nogach i brzuchu, a wasze rany nie chcą przestać krwawić. Dlatego musicie spokojnie leżeć w łóżku inaczej będzie znacznie gorzej i się wykrwawicie. Idę powiadomić Dumbledore'a że się przebudziliście. Jak tylko sobie coś przypomnicie powiedzcie mi dobrze.
-Jak długo byliśmy nie przytomni? - Spytał Malfoy.
-Dwa dni. - Powiedziała i wyszła ze skrzydła szpitalnego. Dopiero teraz zauważyłam że na moich rękach znajdują się opatrunki.
-Głowa mi pęka.
-Nie tylko tobie.
-Co się właściwie stało?
-A skąd mam to wiedzieć Granger.
-Pojawiła się mgła.
-I znów był ten głos. Słowa wyjęte z kontekstu.
-Mgła przeszywająca nasze serca.
-I nagły ból głowy.
-A po chwili w całym ciele. I upadek na kolana.
-Dzwonienie w uszach i utrata przytomności.
-To się nie trzyma całości. O co tu chodzi?
-Mam nadzieje że szybko się tego dowiemy. I pozbędziemy tego czymkolwiek to jest od nas.
-Tak.

--------------------------&&&---------------------------
Jak się podoba rozdział?
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz
-------------------&&&---------------------

sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 6

Oboje przez następnych kilka dni czuli niepokój, budzili się w środku nocy zlani potem. Sny były coraz gorsze. Ujawniały tortury i śmierć ich i ich najbliższych. Bali się zasnąć. Na zajęcia przychodzi niewyspani, nieogarnięci. Nie wiedzieli co się z nimi dzieje. Mgła się im nie pojawiła od ostatniego razu. Minęło pięć dni, a oni są zlęknieni. Świadomość że ona się im nie ukazuje jest gorsza niż pojawianie się jej.


-Hej Hermiona! Słuchasz ty mnie w ogóle?!
-Co? Tak. - Westchnęła. - Wybacz. Zamyśliłam się.
-Co się z tobą ostatnio dzieje?
-Nic Giny.
-Jak nic? Przecież widzę ...
-Na prawdę niema się czym przejmować.
-Miona martwię się o ciebie.
-Niema o co serio.
-A właśnie że jest. Nie przerywaj mi. - Powiedziała ostrzegawczym tonem gdy Hermiona już chciała się odezwać. - Od rozpoczęcia szkoły zachowujesz się dziwnie. Nie śpisz, Jesteś jakaś nieobecna, roztrzęsiona. Wyglądasz jakbyś się czegoś obawiała. Boisz się czegoś i widać to z daleka. Chłopaki też się martwią o ciebie. O co chodzi? Wiesz że mi możesz powiedzieć wszystko.
-Wiem. Ale na prawdę nic mi nie jest.
-Hermiona ...
-Nie Giny. Nic mi nie jest.
-A jak wytłumaczysz swoje zachowanie. Każdy to zauważył. Miona! Gdzie idziesz?! Hermiona!

Wybiegła z pokoju wspólnego z wieży Gryffindoru. Zbiegła schodami kilka pięter niżej. Wpadła do jakieś opuszczonej klasy. Jedną z tych które w Hogwarcie są nieużywane na co dzień. Potrzebowała trochę samotności, prywatności. Gdzie nikt nie będzie zadawał pytań "Co ci jest?" "Co się z tobą dzieje?" "Nie mów że nic, bo widzę że coś się dzieje." Oparła się o jedną z ławek. Stała tak chwilę i pogrążyła się w myślach.
-No proszę proszę kogo my tu mamy.
-Jednak nam się dobrze zdawało że tu wbiegłaś szlamo. - Zaśmiał się Goyle.
-Co by tu z tobą zrobić Granger? Expeliarmus! - Crabbe rozbroił Hermione nim ta zdążyła sama wypowiedzieć zaklęcie. - Było blisko. - Obaj zaśmiali się z bezbronnej Gryfonki.


Draco szedł właśnie schodami na górę do Pokoju Życzeń gdy nagle poczuł ból i usłyszał krzyk z piętra które właśnie minął. Po chwili kolejny krzyk i znów poczuł ból. Zbiegł szybko ze schodów i wbiegł na korytarz z sali na końcu korytarza znów dobiegł krzyk a jego znowu przeszył ból. Wbiegł do sali i ujrzał swoich przyjaciół stojących z różdżkami wyciągniętymi przed siebie i Granger leżącą na podłodze i zwijającą się z bólu. Crabbe i Goyle gdy tylko usłyszeli że ktoś wbiegł od razu się odwrócili.
-Draco co ty tu robisz?
-A wy? - Spytał udając że nie zauważył nad kim się znęcają.
-Znaleźliśmy szlamę. - Zaśmiał się Crabbe i odsunął na bok by Draco mógł lepiej zobaczyć Hermionę leżącą na podłodze. Rzucił w jej stronę spojrzenie pełne obrzydzenia i uśmiechnął się arogancko.
-Zostawcie nas.
-Co?
-Słyszałeś. Mam zamiar sam ją dobić.
-Jak wolisz. - Powiedzieli obaj i odsunęli się. Stojąc teraz kilka kroków za nim.
-Nie słyszeliście jak mówiłem że macie nas zostawić samych? - Obaj spojrzeli na siebie i szybko opuścili klasę biegiem. Odczekał chwilę aż ich kroki ucichną i odezwał się.
-Nic ci nie jest?
-Jakby cię to obchodziło. - Wysapała odwracając się na plecy i ciężko oddychając.
-Obchodzi.
-Bo uwierzę Malfoy.
-Będziesz musiała.
-Niby czemu?
-Bo jesteśmy połączeni.
Że co?
-Szedłem sobie spokojnie i nagle poczułem jakby ktoś we mnie rzucił zaklęciem paraliżującym, ale słabszym niż normalnie. W tym samym momencie usłyszałem twój krzyk. Później kolejny raz. Zacząłem biec w tę stronę i po drodze ta sama sytuacja. Twój krzyk i w tym samym momencie czułem ogromny ból.
-Nie wierze ci.
-To sama spróbuj. Proszę bardzo. Rzuć we mnie jakimś czarem. Odczujesz to zaklęcie na sobie w tym samym momencie.
Hermiona zastanowiła się chwilę po czym wstała podeszła do swojej różdżki leżącej kawałek dalej za nią na podłodze. Uniosła ją w górę i wycelowała w Malfoya.
-Rictusempra! - Draco poleciał do tyłu, a Hermiona poczuła ból jaki mu zadała tym zaklęciem. Poczuła również ból z tyłu głowy, spojrzała na Malfoy'a leżał na podłodze, uderzył się głową w ścianę i właśnie się podnosił i pocierał ręką tył głowy.
-Teraz mi wierzysz?
-Jak to możliwe? - Powiedziała cicho, ale Draco i tak ją usłyszał.
-A jak myślisz?
-Mgła. - Powiedzieli jednocześnie.
-Mocno cię boli?
-A co cię to obchodzi?
-Wszystko co dzieje się z tobą, dzieje się i ze mną. Jeśli ty zaczniesz krwawić i ja zacznę krwawić. Jeśli ty umrzesz i ja umrę.
Zapadła między nimi cisza. Którą po chwili przerwał Malfoy.
-Ał. - Jęknął i podwinął sobie koszulkę do góry. Na jego prawym boku znajdowała się rana, która krwawiła. - Co oni ci zrobili? - Spytał z oburzeniem. - Podwiń koszulę.
-Co?! - Wrzasnęła z niedowierzaniem.
-No już. - Powiedział wskazując na swoją ranę.
Hermiona niechętnie podwinęła koszulę jej rana wyglądała na trochę poważniejszą.
-Rennervate! - Powiedział Draco wskazując różdżką na ranę Hermiony, lewą ręką wciąż trzymał swoją koszulę w górze. Po chwili jej rana jak i jego rana zaczęła znikać.
Zapadła między nimi niekomfortowa cisza. Oboje wpatrywali się w siebie. Po chwili między nimi pojawiła się fioletowa mgła.
Ratujcie ... Nie walczcie ... Musicie ... Zróbcie ... Jego nie ... Powstrzymajcie ... Walka ... To ... Nie pomoże ... Warto ...
I nagle głos umilkł, a mgła zniknęła. Draco odsunął się od Hermiony.
-Lepiej trzymaj swoich kumpli z dala ode mnie Granger. - Wycedził.
-Ty też Malfoy. - Powiedziała zła. Stali tak i obrzucali się wrogimi spojrzeniami.

---------------------------&&&-----------------------------
Jak podoba się rozdział?
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz
------------------&&&-------------------

środa, 17 czerwca 2015

Rozdział 5

Po lekcji Obrony Przed Czarną Magią Draco został w sali.
-O co chodzi Draco? - Spytał Snape.
-Profesorze, tak mnie zastanawia. Czy jest coś czego niewolno uczyć w Hogwarcie, a może stanowić jakieś zagrożenie mniejsze lub większe?
-Wszystko co stanowi zagrożenie jest omawiane na zajęciach z Obrony Przed Czarną Magią i ja jak i poprzedni nauczyciele uczyliśmy was o tym. Wszystkie stworzenia są omawiane na zajęciach.
-Ale mi nie chodzi o stworzenia.
-A o co?
-Czy istnieje jakaś siła bezcielesna mogąca zaatakować?
-Co masz na myśli mówiąc bezcielesna?
-To że niema ukształtowanego stałego ciała. Jest zmienna. Czy coś takiego istnieje?
-Nic mi o tym nie wiadomo. A czemu pytasz?
-Tak się tylko zastanawiałem.
-To nie zastanawiaj się za dużo nad zbędnymi rzeczami. A teraz wyjdź. Idź na inne lekcje. - Odpowiedział i wszedł do swojego gabinetu zatrzaskując drzwi przed nosem Dracona.
Czyli jednak dobrze myślałem. Coś takiego zdarzyło się pierwszy raz. Co to u licha jest? Co tym steruje? Co to ma na celu? Zastanawiał się.
Właśnie wyszedł na błonia gdy przed nim pojawiła się fioletowa mgła.
-No nie znowu? - Jęknął. - Czego chcesz? Czym jesteś?
Ale mgła nie zmaterializowała się tym razem. Nie sprawiła mu bólu. Nie usłyszał żadnego głosu. Zafalowała tylko w powietrzu. Poleciała w jego stronę przelatując przez klatkę piersiową, Draco od razu się odwrócił by zobaczyć że po przeleceniu przez niego mgła zaczęła odlatywać w dal.
Nie zważając już na nic Draco ruszył pod chatkę gajowego Hagrida na lekcje z Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami. Gdy Draco dołączył do klasy i stanął przy swoich przyjaciołach z chaty wyszedł Hagrid.
-Witajcie wszyscy. Jak miło znów was widzieć na moich zajęciach. Na najbliższych kilku zajęciach zajmować się będziemy Kogucharami. Czy ktoś wie co to za stworzenia? Tak Hermiono? - Spytał Hagrid gdy tylko ta podniosła rękę.
-Jest to małe stworzonko przypominające kota, ma nakrapiane, cętkowane lub łaciate futro, olbrzymie uszy i ogon z pędzelkiem jak u lwa. Jest inteligentny i niezależny. Ma niezwykłą zdolność wykrywania przykrych i podejrzanych osobników. Swojego właściciela potrafi doprowadzić do domu, jeśli ten zabłądzi. Mogą się krzyżować ze zwykłymi kotami. Żeby być właścicielem Koguchara trzeba mieć licencje, bo jego nietypowy wygląd może wzbudzać zainteresowanie mugoli.
-Brawo! Dziesięć punktów dla Gryffindoru. Specjalnie na nasze zajęcia sprowadziłem kilka Kogucharów do zamku. Dobierzcie się w pary. Ale zróbcie to mądrze ponieważ w takich parach będzie współpracować przez dłuższy czas.
-Harry ... - Powiedziała Hermiona. Harry spojrzał na nią, a następnie na Rona.
-Spoko ja będę z ... Seamus?!
-Co?!
-Możemy?!
-Jasne! Dean gdzieś wsiąkł po zajęciach ze Snapem i jeszcze się nie pojawił!
-Zabiję go. Gnojek schował się gdzieś z moją siostrą. - Mruknął Ron do Harry'ego i Hermiony. W tym czasie Seamus zdążył dojść do nich i stanąć obok Rona.
-Profesorze! Profesorze przepraszam! Profesor McGonagall mnie zatrzymała! - Zawołał Dean zasapany podbiegając do przyjaciół.
-Nic się nie stało Dean. Będziesz w parze z Neville'm. - Powiedział Hagrid rozglądając się dookoła, a tylko Neville stał bez pary. - Przyjaciele wytłumaczą ci czym się będziemy zajmować. A tym czasem idziemy! - Zawołał i ruszył w stronę Zakazanego Lasu.
-Hagrid ty chyba nie jesteś poważny! - Zawołał Ron.
-Nie wygłupiaj się Ron! - Krzyknęła na niego Hermiona.
-Niema się czego bać, na prawdę. - Zawołał wesoło Hagrid. - To jest tu niedaleko.
Po dość przyjemnej lekcji Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami Hermiona powiedziała że musi porozmawiać z Hagridem i żeby na nią nie czekali. Tak więc Ron i Harry wrócili do zamku na lunch, a Hermiona podeszła do Hagrida.
-Hagrid?
-Tak Hermiono?
-Bo ty znasz różne dziwne stworzenia no nie?
-No, tak. A co?
-A czy wiesz czy istnieje jakieś stworzenie takie typowo dziwaczne?
-A co masz konkretnego na myśli?
-Mgłę?
-Mgłę? - Zaśmiał się Hagrid.
-Tak.
-Nic takiego niema. Skąd ci to przyszło do głowy. Też mi coś.
-No śniło mi się że spacerowałam sobie i zaatakowała mnie mgła, która przybrała ludzką postać, przenikała przeze mnie i sprawiała ból. Więc zaczęłam się po prostu zastanawiać czy to tylko głupi sen, czy może istnieje coś takiego.
-Kto jak kto, ale ty Hermiono nie wyglądasz na kogoś kto by wierzył w takie brednie. To był tylko jakiś dziwny sen.
-Masz racje. - Zaśmiała się Hermiona. - Był taki rzeczywisty po prostu że w niego uwierzyłam.
-No widzisz. A teraz idź coś zjeść niewyraźnie wyglądasz.
-Ale czuję się świetnie. A ty nie idziesz?
-Muszę się nimi zająć. Crabbe i Goyle kilku mocno dokuczyli. Głupie gamonie. Nieorzumiją że stworzenia też mają uczucia. - Mruknął i zajął się Kogucharami, a Hermiona ruszyła w stronę zamku.
Wchodząc na błonia przeleciała przez nią fioletowa mgła i zatrzymując przed nią. W chwili gdy ta mgła przez nią przelatywała poczuła chłód i przeszły ją dreszcze.
Musisz się postarać ...Uwierz w ... On nie ... Tylko ... Pomóż mu ... Zmuszono ... Rozumiesz ... On jest ... Sensie ...Zrozum ... Opętany ... Usłyszała znów ten sam głos. Chcąc od niego uciec zgubić go zaczęła biec. Wbiegła do zamku wciąż słysząc ten głos. W sali wejściowej wpadła na Dracona.
-A tobie co Granger? - Złapał ją by nie upadła i spytał ostro, a głos który ona słyszała nagle ustał.
-Ja ... - Głos jej się załamał. Przetarła ręką czoło i uświadomiła sobie że się spociła ze strachu. - Ta mgła znowu ... ja  - Odwróciła się by spojrzeć na wciąż otwarte drzwi i puste błonia tuż za nimi.
-Spokojnie Granger. Nie tylko ciebie ona nawiedza. I przeraża. - Dodał po chwili ciszej.
-Wiem.
-Dowiedziałaś się czegoś?
-To co się dzieje, ta mgła. Nikt o niej niema pojęcia. To się dzieje pierwszy raz. Nie wiadomo jakie ma zamiary. Czym jest? Czemu służy? Co ma celu osiągnąć? Nic nie wiemy. I tylko my w tym siedzimy. I nikt nam nie może pomóc. Bo wszyscy uznają nas za dziwaków gdy opowiemy te historie. Nikt nie może się dowiedzieć. Ale nie możemy też siedzieć bezczynnie.
-Ale nic innego nam nie pozostaje. Nie wiemy co to jest i jak z tym walczyć. Nie mamy żadnej pomocy do walki z tym, ani do obrony przed tym. Pojawia się kiedy chce.

-----------------------------&&&-----------------------------
Jest kolejny rozdział. Czekam na waszą opinie.
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz
------------------&&&------------------

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Rozdział 4

Gdy wszystkie zajęcia się już skończyły Hermiona udała się do biblioteki by sprawdzić czy jest coś napisane na temat tej tajemniczej fioletowej mgły. W bibliotece siedziała aż do kolacji i nic nie znalazła. Poszła na wielką salę, szybko zjadła i wróciła do biblioteki szukać dalej. Ale również nie udało jej się nic znaleźć. W końcu pani Pince musiała ją wyrzucić z biblioteki bo było już późno. Szła wolno korytarzem, zamyślona i wpadła na kogoś.
-Przepraszam, nie chciałam, zamyśliłam się! - Powiedziała szybko. Przed nią stał nie kto inny jak Draco Malfoy. Obrzucił ją spojrzeniem pełnym pogardy i powiedział chłodno.
-Masz szczęście że nic się nie stało. Znalazłaś coś na ten temat?
-Nie. Spędziłam w bibliotece cały czas wolny i nic. Jutro zamierzam dalej szukać. Coś musi być na ten temat powiedziane, napisane gdziekolwiek. Niemożliwe jest przecież żeby coś takiego miało miejsce pierwszy raz.
-Też tak myślę. Ale to zdaje się być właśnie jakby to miało miejsce pierwszy raz w naszym świecie. Inaczej Bins mówiłby cokolwiek na ten temat na swoich nudnych lekcjach ...
-Czyli jednak słuchasz tego co ten stary duch gada.
-Lepsze jest słuchanie jego, niż słuchanie narzekań Crabbe'a i Goyle'a o tym jakie to nudne i niepotrzebne. Odcinam się od nich i słucham Binsa. A mówiąc dalej też Flitwick, McGonagall albo którykolwiek z nauczycieli OPCM powiedziałby coś na ten temat. Nie uważasz? Przecież uczą nas jak walczyć z innymi rasami, stworzeniami. Więc to coś też się do tego zalicza.
Chociaż raz Malfoy wykazał się większą inteligencją, bystrością i rozumem niż ja. Pomyślała.
-Możesz mieć racje. Ale możesz też jej nie mieć.
-Wiem. Dlatego szukaj dalej.
-Czemu tylko ja? To też twoja sprawa.
-Bo zaczęło się od ciebie.
-Gdyby Ron mnie nie zdenerwował i nie poszłabym się przejść mgła by mnie nie zaatakowała. Zaatakowałaby tylko ciebie.
-Skąd wiesz?
-A skąd wiesz że nie?
Oboje milczeli przez chwile rzucając sobie nawzajem wredne spojrzenia.
Po co ja z nią w ogóle rozmawiam? Pytał sam siebie.
Prychnął i wyminął ją.
-No właśnie nie masz pewności! Najlepiej milczeć i uciekać! - Krzyknęła na niego. On momentalnie się odwrócił i już chciał wyciągnąć różdżkę kiedy znów pojawiła się ta tajemnicza fioletowa mgła i oboje zamarli w bezruchu, poczuli straszliwy chłód i pomimo tego że nie mogli się ruszać było widać jak przeszły ich ciarki i się wzdrygnęli. Gdzieś jakby z oddali przebijał się głos. Słowa wyrwane z kontekstu zdań. Nie można było nic zrozumieć. Przestańcie ... Proszę ... Nie jesteście ... Musicie ... Postarajcie się ... Spróbujcie ... I ... To ... Zakończcie to ... Jak najszybciej ... Błagam. Głos nagle ucichł. Oboje opadli na kolana dysząc ciężko.
-Co to do diabła było? - Spytał podnosząc się powoli.
-Nie mam pojęcia. - Odpowiedziała nie mając siły wstać. Wyciągnął w jej stronę dłoń. Spojrzała na niego z niechęcią i obrzydzeniem ale chwyciła jego dłoń, a on pomógł jej wstać.
Dlaczego to robię? Pytali oboje sami siebie w myślach.
On nie wiedział czemu jej pomaga. Czemu czuje chęć obrony jej, pomocy w trudnych sytuacjach.
Ona nie wiedziała czemu przyjmuje jego pomoc. Czemu chce jego pomocy. Czemu chce czuć się przy nim bezpieczna. Czemu chce obronić ich oboje.
Bez słowa odeszli w swoje strony.
-Gdzieś ty była? - Spytał Ron gdy tylko Hermiona przekroczyła próg salonu.
-Ja? W bibliotece.
-Tak długo?
-Zawsze siedzę długo w bibliotece. Jak się w coś zaczytam naprawdę mocno.
-A czego szukałaś w bibliotece? Nawet jeszcze nic nam nie zdążyli zadać.
-Mów za siebie. Zauważ że ja mam więcej przedmiotów niż wy. A Starożytne Runy są na całkiem innym poziomie niż wasze Wróżbiarstwo. Mówiąc inne mam na myśli znacznie wyższe. A teraz dobranoc. - Powiedziała i weszła po schodach do swojego dormitorium.

Była tak zmęczona tego wieczoru że zasnęła niemalże od razu. Ale sen miała tak głęboki i tak przerażający że zlała się cała potem, nie mogła się wybudzić. A gdy w końcu się przebudziła śniadanie właśnie się zaczynało. Dziewczyny jej nie obudziły. Poszła szybko pod prysznic, ubrała się, spakowała torbę i zbiegła na dół. Gdy tylko weszła na salę profesor McGonagal wstała ze swojego miejsca i ruszyła w stronę stołu Gryffindoru.
-Co ty sobie wyobrażasz Panno Granger? Spóźniać się na śniadanie?
-Przepraszam pani profesor źle się czuję.
-Rzeczywiście nie wyglądasz najlepiej. Powinnaś pójść do skrzydła szpitalnego.
-Nie, nie trzeba. Wczoraj mało zjadłam na kolację, a teraz jestem strasznie głodna. To pewnie przez to pani profesor.
-No dobrze. Ale żeby to było ostatni raz panno Granger. Następnym razem pozbawię Gryffindor punktów.
-Dobrze pani profesor. - Odpowiedziała a opiekunka wróciła na swoje miejsce. Harry i Ron przyglądali się jej. Zauważyła również że od stołu Slytherinu przygląda się jej Malfoy. Gdy tylko zorientował się że ona to zauważyła od razu odwrócił wzrok.
Co ty odwalasz Dracon? Pytał sam siebie. Co w ciebie wstąpiło? Przejmujesz się jakąś głupią szlamą. Nic nie wartą mugolaczką. A jednak gdyby nie ona sam byś siedział w tym szambie. Nie wiedziałbym co robić. Kompletnie bym oszalał. A tak ona jest w tym ze mną. Wiem że nie jestem sam i to podnosi mnie na duchu. Tylko czemu cieszę się z powodu tego że tkwię w tym akurat z Granger? Coś mi się w głowie poprzewracało. Oceniał sam siebie w myślach.

---------------------------------&&&--------------------------------
Jest kolejny rozdział. Jak wam się podoba?
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz
-------------------&&&-----------------

sobota, 13 czerwca 2015

Rozdział 3

Obudziła się cała zalana potem. Nic dziwnego śniła to co przeżyła wczoraj. Fioletowa mgła. Ból w całym ciele, Ciemność i szczypanie oczu. Strach. Strach przed śmiercią. Myśl że w tej chwili gdy jej oczy są wywrócone i nie jest w stanie nic zlokalizować może zginąć, przerażała ją. A jeszcze bardziej bała się że ta mgła ją tu znajdzie i znów zaatakuje. Czym ona była? Czemu miała służyć? Nie wiedziała. Ale obiecała sobie że to odkryje. Będzie szukać aż to znajdzie. Pójdzie do biblioteki. Poszuka. Gdzieś musi być coś o tym napisane.
Takie zdarzenia pewnie już kiedyś miały miejsce w świecie czarodziei. Myślała. Bo przecież niemożliwym by było gdyby coś takiego zdarzyło się pierwszy raz. - Przekonywała samą siebie. Spojrzała na zegarek i westchnęła wstała powoli z łóżka wzięła szaty i weszła do łazienki i wzięła długi gorący prysznic. Gdy wyszła z łazienki wszyscy budzili się i szykowali do zejścia na śniadanie.
-A tobie co? - Spytał Harry gdy zobaczył Hermione czekającą na nich w pokoju wspólnym. - Źle wyglądasz. Dobrze się czujesz?
-Nic mi nie jest. - Odpowiedziała i lekko się uśmiechnęła.
-Jesteś pewna?
-Tak Ron jestem pewna.- Spojrzała na niego surowo. I już nikt się nie odezwał.


W tym samym czasie gdy trójka Gryfonów schodziła na śniadanie, w lochach gwałtownie przebudził się Draco, mokry i klejący od potu ze strachem w oczach. Odetchnął z ulgą gdy uświadomił sobie że to był tylko zły sen. Koszmar wczorajszego dnia. Wziął orzeźwiający prysznic, ubrał się i poszedł na śniadanie. Gdy usiadł do stołu zagadnął go Zabini.
-Co tam Draco? Marnie wyglądasz. Spałeś coś dzisiaj?
-Tak. Ale się nie wyspałem.
-Co za twarde łóżko? - Zaśmiał się Blaise.
-Bawi cię to Blaise? A może następnym razem to ja zaczaruję twoje łóżko co?
-Wybacz stary nie chciałem cię urazić. Co cię dziś ugryzło?
Draco nie odpowiedział spojrzał przed siebie. Dwa stoły dalej siedziała ona cicha, smutna, zamyślona. Tak bardzo nie podobna do siebie. Obok niej jej przyjaciele rozmawiali o czymś z ożywieniem. Ona zdawała się tego nie zauważać. Podniosła wzrok ze swojego talerza i ich spojrzenia się spotkały. Oboje w tym samym momencie coś poczuli w okolicach brzucha. Wokół ich talii zawirowała fioletowa mgła i zniknęła tak nagle jak się pojawiła. Oboje nie wiedzieli co to miało znaczyć. Wiedzieli tylko jedno ta mgła przyfrunęła tu za nimi. Ale czemu tylko oni ją widzą? A może po prostu nikt nie zwraca na nich uwagi? Zastanawiali się oboje. Nie zważając na nic więcej zabrali się do jedzenia. Choć dużo zjeść nie mogli z nerwów, ze strachu.

Pierwszą lekcją w tym roku dla Draco były Eliksiry, wraz z Gryfonami. Stał w sali wraz z Pansy, Blaise'm, Crabbe'm i Goyle'm. Jak zwykle jego przyjaciele śmiali się z Gryfonów przy każdej okazji, starali się im dokuczyć, a on był dziś bardzo milczący.
-Draco no co jest z tobą?
-Nic. - Odparł zamyślony.
-Stary przecież widzę że coś się z tobą dzieje, jesteś jakiś inny. Milczący i w ogóle.
-To może skoro jestem inny mam ku temu powody Blaise. Nie pomyślałeś o tym?
-Pomyślałem, dlatego pytam co się stało. Stary martwię się o ciebie. Jesteś moim przyjacielem. Chyba mam prawo wiedzieć co się z tobą dzieje.
-Nie wszystko ludzie muszą o mnie wiedzieć. I dobrze o tym wiesz.
-Tak wiem. Ale wiesz czasem warto jest się otworzyć na innych i powiedzieć co ci dolega niż trzymać to w sobie cokolwiek to jest, bo to tylko niszczy cię bardziej Draco.
-Nie martw się o mnie. Martw się lepiej o siebie.
Blaise chciał już coś mu odpowiedzieć ale wtedy do klasy wszedł profesor.
-Witaj klaso, nazywam się Horacy Slughorn jak już wiecie. Proszę ustawcie się tutaj. -Wskazał miejsce przed stołem na którym stały eliksiry w kociołkach. Gdy wszyscy się już ustawili kontynuował. - Dzisiaj rano sporządziłem kilka trudnych do uwarzenia eliksirów. Duża precyzja w odmierzaniu składników ma naprawdę olbrzymie znaczenie... - W tym momencie do sali wszedł Potter i Weasley. Slughorn się odwrócił do drzwi. - O! Harry mój drogi już się niepokoiłem że nie przyjdziesz i kogoś przyprowadziłeś.
-Ron Weasley, nie jestem dobry w eliksirach, raczej beznadziejny no to może ...
-Nonsens, nauczymy cię. Przyjaciel Harry'ego jest moim przyjacielem. Wyjmijcie książki.
-Przepraszam ale Ron i ja jeszcze nie zdobyliśmy książek.
-To nic, weźcie w takim razie sobie jakieś z szafy. Jak już mówiłem sporządziłem dziś rano eliksiry. Jakieś sugestie co to może być? - Hermiona podniosła rękę. - Tak panno?
-Granger sir. - Powiedziała i zbliżyła się do stołu z uwarzonymi eliksirami. - To Weritaserum czyli eliksir prawdy. A to Eliksir Wielosokowy pozwala na krótki czas przybrać postać innego człowieka, trudno go przygotować. A to jest Amortencja najsilniejszy miłosny eliksir. Jego zapach każdy odczuwa inaczej w zależności co kto lubi. Czuję na przykład skoszoną trawę, pergamin i męskie perfumy. - Powiedziała i wróciła na swoje miejsce.
-Jednak Amortencja nie wzbudza prawdziwej miłości, - w tym momencie do stolika powoli zaczęły podchodzić Lavender, Romilda, Katie i Pansy. - bo to niemożliwe, ale powoduje bardzo silne zadurzenie lub obsesje i z tego powodu to zapewne najniebezpieczniejszy eliksir w tej sali. - Slughorn zakrył pokrywką kociołek z tym eliksirem. A one otrząsnęły się i zaczęły wracać na swoje miejsce.
-Ale nie powiedział pan co jest tutaj. - Powiedziała Katie wskazując na mały flakonik.
-A racja, Panie i panowie to co tu widzicie to niezwykle dziwny eliksir znany jako Felix Felicis, ale o wiele częściej używa się nazwy ...
-Płynne Szczęście. - Odpowiedziała od razu Hermiona.
-Tak panno Granger Płynne Szczęście. Niełatwo je uwarzyć a mały błąd dużo kosztuje. Jeden łyk a wszystko co robisz kończyć się będzie sukcesem. Oczywiście tak długo póki działa. Cóż to właśnie dzisiaj będzie nagrodą, jedna mała fiolka Płynnego Szczęścia dla ucznia który w najbliższą godzinę wyprodukuje nam Wywar Żywej Śmierci w miarę użyteczny. Wskazówki znajdziecie na stronie dziesiątej.Uprzedzam was jednak, tylko jednemu uczniowi udało się uwarzyć eliksir na tyle dobrze by zasłużyć na nagrodę. Tak czy inaczej życzę wam szczęścia. Bierzcie się do roboty. - Powiedział a wszyscy podeszli do swoich stanowisk i zaczęli przygotowywać eliksir.
Po godzinie Slughorn przejrzał wszystkie eliksiry i wrzucając listek do każdego kociołka sprawdzał reakcje.
-Na brodę Merlina pierwszorzędny. Tak doskonały że kropla mogła by zabić nas wszystkich. A więc tak jak obiecałem. Jedna fiolka z Felix Felicis moje gratulację. Nie zmarnuj tego. - Powiedział Slughorn wręczając Harry'emu Potterowi fiolkę z eliksirem przed całą klasą.
-Hermiona idziesz? - Spytał Ron.
-Za chwilę. Idźcie zaraz do was dołączę. - Powiedziała udając że coś robi przy swoim stanowisku. Slughorn udał się do swojego gabinetu, więc ona została sama. A gdy wyszła z sali wpadła na Malfoya.
-Czekałem na ciebie.
-Na mnie? Po co?
-Chyba wiesz po co.
-Ja na prawdę nie wiem co to miało znaczyć. To nie moja wina.
-Wiem że nie twoja. Ale to się przytrafiło tobie, a następnie mnie. Więc siedzimy w tym razem. I zrób coś by to cokolwiek to jest się ode mnie odczepiło.
-A myślisz że ja nie chce się tego pozbyć?
-Jesteś mądra wymyśl coś. I to najlepiej jak najszybciej. - Powiedział ostro i odszedł. Hermiona westchnęła.
-No i co ja mam zrobić? - Spytała samą siebie na głos.

----------------------------------&&&-----------------------------------
Jak się podoba rozdział? Czekam na komentarze.
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz
------------------------&&&------------------------

czwartek, 11 czerwca 2015

Rozdział 2

Po jakimś czasie który zdawał się być wiecznością bóle ustały, tętno się wyrównało, oczy wróciły do normalnego wyglądu i Hermiona odzyskała świadomość. Nie miała siły się podnieść. Nie miała na nic siły. Zaczerpnęła głęboko powietrza. Spojrzała w prawo tam wygięty do tyłu klęczał Malfoy. Po chwili opadł bezwładnie uderzając plecami o drzwi i on zaczerpnął głęboko powietrza, powoli spojrzał w jej stronę. Chciał już coś powiedzieć ale ujrzał w jej oczach strach oraz odbicie swojej twarzy w której również gościł strach. Powstrzymał się od złośliwego komentarza i łagodnie spytał.
-Co to było?
-Nie mam pojęcia. - Szepnęła, ale on ją usłyszał. - Pojawiło się nagle, tak znikąd. Ból rozprzestrzeniał się na całe ciało, chciałam krzyczeć ale nie mogłam, widziałam ciemność ...
-czułem zimno i strach, swój własny jak i czyjś inny. Obcy, taki nie ludzki. - Dokończył za nią Draco a ona skinęła głową w potwierdzeniu. - Jak myślisz jak długo potrwa ten paraliż?
-Nie wiem. Ale boję się że cokolwiek to było wróci. - Powiedziała i spojrzała przed siebie. Wpatrywała się w szybko oddalający się krajobraz. Milczeli przez blisko godzinę. Dopóki Hermiona nie zaczęła krzyczeć z bólu i wykrzywiać ciało pod niewyobrażalnymi kątami.
-Granger co się dzieje?! - Odpowiedziała mu jeszcze głośniejszym krzykiem. Próbował się ruszyć ale nie mógł nic zrobić. Po chwili i on zaczął krzyczeć i wyginać ciało pod niemożliwymi kątami. Coś uniosło ich lekko w powietrze przez co uderzyli w barierkę całym ciałem co wywołało u nich jeszcze większy ból. Upadli na podłogę leżąc blisko siebie. Ból zaczął ustępować. Zaczęli powoli odzyskiwać władzę nad ciałem. Gdy bóle ustały szybko podnieśli się z podłogi doskoczyli do drzwi próbowali je otworzyć ale nic z tego. Oboje przerażeni, spanikowani nie wiedząc co robią wtulili się w siebie patrząc na oddalające się drzewa. Pojawiła się fioletowa mgła, powoli zaczęła formować się w jakiś podobny kształt. I po chwili przed nimi na wysokości metra unosiła się kobieta w długiej sukni i długich włosach ulepiona z fioletowej mgły. Oboje wrzasnęli. Ona uśmiechnęła się do nich. Zawiał wiatr a ona rozmyła się. Drzwi się nagle otworzyły do środka, po mimo tego że zawsze otwierają się na zewnątrz i wpadli do wagonu wciąż obejmując się. Leżeli przez chwilę na podłodze wpatrując się w miejsce w którym chwile temu unosił się dziwny duch kobiety czy cokolwiek to było. Odwrócili głowy by spojrzeć w głąb wagonu. Wagon był pusty. Wstali z podłogi a drzwi same się zamknęły. Draco powoli podszedł do nich i pociągnął do siebie. Drzwi ani drgnęły. Popchnął je i otworzyły się. Szybko je zatrzasnął i cofnął się.
-Jak myślisz co to mogło być? - Spojrzał na nią.
-Nie mam pojęcia. Ale cokolwiek to było chyba nie życzyło nam dobrze. - Powiedziała i spojrzała na niego.
-Nie mówmy o tym nikomu zgoda? O tym co się tu stało. Najlepiej zapomnijmy że w ogóle coś się wydarzyło. - Powiedział i zaczął iść w stronę drzwi po drugiej stronie wagonu. Otworzył je i szybko opuścił to miejsce. Hermiona jeszcze raz spojrzał za siebie na drzwi i tam gdzie wcześniej unosiła się postać z fioletowej mgły i również ruszyła do wyjścia by wrócić do przyjaciół.
Weszła do przedziału a Harry od razu zapytał.
-Gdzie poszłaś?
-Byłam się przejść. - Odpowiedziała a Harry uśmiechnął się do niej. - Która godzina?
-Czternasta trzydzieści. Jeszcze daleko do Hogwartu. - Odpowiedział Harry
Co? Czternasta trzydzieści? Niemożliwe. Nie było mnie dobre dwie godziny. A tym czasem minęło niecałe trzydzieści minut. - Powiedziała do siebie w myślach. Otworzyła książkę i zaczęła dalej czytać, nie rozpamiętując tego co się wydarzyło. Ale nie mogła się skupić na książce. Już dwudziesty raz czytała to samo zdanie. Zatrzasnęła książkę i schowała ją w torbę i przekładając ją przez ramię wstała i znów opuściła przedział. Zanim wyszła usłyszała pytanie Rona.
-A ty znowu gdzie?
Nie odpowiedziała mu tylko wyszła, tym razem skręciła w prawo. Resztę drogi spędziła na korytarzu. Nie chciała z nikim rozmawiać. Do zamku pojechała wraz z czwartoklasistami z Huffelpuffu. Do zamku weszła jako jedna z pierwszych gdyż ostatnie godziny podróży spędziła w drugim wagonie za raz za lokomotywą. Ron i Giny szybko znaleźli się w Zamku, zaraz za nimi szedł Dean, Seamus i Neville.
-Gdzie Harry? - Spytała Hermiona.
-Nie wiem. Wyszedł jakieś dwie godziny po tobie i już nie wrócił tak jak ty. Pomyśleliśmy z Giny że pewnie już tu jesteście.
-Ale jak widać go niema. - Powiedziała Hermiona.
-To gdzie on jest? - Spytała Giny. Ale nikt nie odpowiedział.
Przyszedł czas na przydział kolejnych pierwszoroczniaków. McGonagall skończyła czytać listę, Tiara ostatni raz krzyknęła SLYTHERIN a Harry'ego wciąż nie było. Na stołach pojawiło się jedzenie i wszyscy zaczęli jeść. Wszyscy prócz Hermiony i Giny które martwiły się o przyjaciela. Po jakimś czasie Hermiona nie wytrzymała i uderzając kilka razy w ramię Rona powiedziała głośno.
-Jak możesz spokojnie jeść! Twój przyjaciel zniknął!
-Lepiej się odwróć. - Powiedział Ron kiwając głową w stronę Drzwi. Próg wielkiej sali właśnie przekroczył Harry i Luna.
-Jest cały we krwi. - Powiedziała Giny. - Co mu się znowu przydarzyło?
-Tym razem to jego krew. -Powiedział Ron.
-Gdzie ty byłeś? I co z twoją twarzą? - Spytała zdenerwowana Hermiona.
-Później. A co mówili? - Spytał Harry.
-Tiara jak zwykle kazała wszystkim się jednoczyć w obliczu zagrożenia. A co ona tam wie? Przecież to czapka. - Odpowiedział Ron.
-Przede wszystkim chciałem was powitać. Ale także pragnę wam przedstawić waszego nowego nauczyciela. Horacego Slughorna. Profesor Slughorn był tak miły że zgodził się poprowadzić zajęcia z Eliksirów. Natomiast Obrony Przed Czarną Magią w tym roku będzie was uczyć profesor Snape. Jak zauważyliście każdy z was został przeszukany przed wejściem do szkoły i macie prawo wiedzieć dlaczego. Kiedyś był tu młody człowiek który jak wy siedział w tej samej sali, chodził tymi samymi korytarzami, spał pod tym samym dachem. Wszystkim wydawało się że jest uczniem takim jak wy nazywał się Tom Riddle. Dziś niestety znany jest na świecie pod innym imieniem dlatego właśnie gdy tu stoję i spoglądam na wasze twarze nie mogę zapomnieć o pewnym fakcie. Każdego dnia, w każdej godzinie, możliwe nawet że w tej chwili mroczne moce próbują przeniknąć przez ściany tego zamku. Jeśli im się uda ich największa broń to wy. Warto to przemyśleć. Teraz do łóżek biegiem.
-Pocieszające. - Skomentował mowę dyrektora Ron. Wszyscy w ciszy udali się do swoich dormitoriów. Hermiona długo nie mogła zasnąć wiercąc się z boku na bok. Wciąż rozmyślając o tym co się wydarzyło w pociągu.


Tak samo osiem pięter niżej w lochach na jednym z łóżek wiercił się pewien Ślizgon nie mogąc zasnąć. Co zamknął oczy widział fioletową mgłę formującą się w postać kobiety, czuł ból na całym ciele. Tym razem nie świętował ze wszystkimi Ślizgonami początku kolejnego roku szkoły. Po uczcie zamknął się od razu w swoim prywatnym dormitorium. Wciąż myślał o tym co się wydarzyło. Co było dziwne nie czuł wstrętu do Granger że się w nią wtulał i rozmawiał jak z kimś normalnym. Nie wiedział co to miało znaczyć i czemu miało służyć. Chciał o tym zapomnieć ale nie potrafił. Ta mgła. Ten przeszywający ostry ból w całym ciele. Na same wspomnienia zaczął oblewać się zimnym potem. Ze strachu że to się powtórzy. I automatycznie w jego umyśle pokazała się myśl "Jeśli Granger będzie przy mnie będzie lepiej. Będziemy oboje bezpieczni." Skąd się wzięła ta myśl nie miał pojęcia. Po parunastu minutach kłótni z samym sobą zasnął. Sam nawet nie spostrzegł się kiedy.

-------------------------------------&&&---------------------------------------
Mam nadzięję że rozdział się podoba, czekam na waszą opinię w komentarzach.
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz
---------------------------&&&-----------------------------

środa, 10 czerwca 2015

Rozdział 1

Szła roześmiana wraz ze swymi przyjaciółmi Giny, Ronem i Harrym. Właśnie skończyły się wakacje i czas wracać do Hogwartu. W czwórkę przebiegli przez przejście na Peron 9 i 3/4 wraz ze swymi kuframi i klatkami ze zwierzakami.
-Dean! - Krzyknęła Giny widząc swojego chłopaka.
-Giny! -Zawołał wesoło. I zaczął zbliżać się w ich stronę. Przytulił ją na powitanie. A Hermiona musiała kopnąć Rona w nogę by nie rzucił się z pięściami na Deana. -Hermiona, Harry, Ron Cześć. Jak wam minęły wakacje.
-Mogą być. - Mruknął Ron.
-U mnie było wesoło, ale też trochę smutno i pomimo tego że moi rodzice to mugole wyczuwali że coś się dzieję i nie chcieli bym wracała do Hogwartu. Ale oni jako osoby pozbawione magii nie mają nic do gadania o mojej edukacji. Bo to nie oni wysłali mnie do Hogwartu. Zostałam wybrana.
-Rozumiem. Moi rodzice nic nie podejrzewają że w naszym świecie dzieje się coś niedobrego. Są na to za głupi by się skapnąć. Nie żebym obrażał swoich rodziców. Po prostu oni tak jak większość mugoli nie dostrzega tego co się dzieje dookoła. A jak u ciebie Harry?
-Nie pytaj. Dursley'owie nie mogli się doczekać kiedy się znów wyniosę. Przez cały czas Dudley i jego kumple mi dokuczali a ja nie mogłem nic zrobić. Co prawda gdy trzymałem różdżkę w ręku to Dudley oblewał się zimnym potem ze strachu, a jego kumple się śmiali ze mnie że mam zamiar pokonać ich patykiem. Ale nie wolno nam używać magii poza szkołą do czasu ukończenia szkoły. Nie mógłbym nic zrobić, bo tym razem naprawdę by mnie wylali. A po za tym miesiąc wakacji spędziłem u Rona i Giny i było wesoło i spokojnie. Żadnych krzyków ciotki i wariacji wuja i żadnych docinek kuzyna.
-Dobra to my idziemy. - Powiedziała wesoło Giny ciągnąc za rękę Deana do pociągu.
-Jak ja go nienawidzę. - Mruknął Ron.
-Ron! Jak możesz to twoja siostra!
-Właśnie dlatego!
-Powinieneś cieszyć się jej szczęściem.
-Jasne. - Mruknął niewyraźnie i również ruszył do pociągu. Hermiona i Harry wymienili spojrzenia i ruszyli za nim. Znaleźli wolny przedział i zajęli go. Chwilę później pociąg zaczął powoli odjeżdżać, zostawiając za sobą Peron 9 i 3/4 oraz Londyn i wyjeżdżając na puste pola i jeziora.
Podczas długiej podróży jak zwykle trójka przyjaciół siedziała razem rozmawiała i śmiała się. Do czasu jak przed ich przedziałem przeszła Giny i Dean obściskując się, całując i śmiejąc. Ron znów wpadł w szał i zaczął wyzywać Deana, Hermiona próbowała mu przemówić do rozumu że Dean jej nie skrzywdzi, jest miłym chłopakiem. Znają go od sześciu lat i że Ron i Harry dzielą z nim dormitorium więc nic złego stać się nie może. Ale Ron jej nie słuchał. Więc zdenerwowana Gryfonka wzięła swoją książkę którą teraz trzymała zamkniętą na kolanach i wyszła z przedziału. I ruszyła w przeciwną stronę niż siostra jej przyjaciela z chłopakiem. Przechodziła przez kolejne wagony, poszła na sam koniec pociągu otworzyła ostatnie drzwi i wyszła na coś ala mały taras w pociągu. Nie wiedziała jak to się nazywa. Nie interesują ją pociągi i ich budowa.
Nigdy wcześniej tu nie byłam. Pomyślała. Tu jest taki piękny widok. Uśmiechnęła się. Było ciemno i pochmurno pomimo tego że jest koło czternastej, spojrzała w niebo i poczuła coś dziwnego. Nie potrafiła tego wyjaśnić. Stała tak i patrzyła dalej w niebo aż usłyszała głos. Nie wiedziała kto mówi, nie wiedziała co mówi, nie wiedziała skąd dochodzi ten głos. Wiedziała że ktoś coś do niej mówi, rozumiała go, ale gdyby miała komuś powtórzyć nie wiedziała by co. W świecie magicznym widziała i słyszała już wiele. Ale czegoś takiego nigdy. Po chwili straciła przytomność.

Gdy się obudziła stwierdziła że nie mogło minąć dużo czasu, inaczej ktoś by już ją znalazł. Inaczej byli by już blisko zamku, a tym czasem do zamku wciąż daleko. Usiadła i oparła się plecami o wagon wciąż siedząc na metalowej podłodze pociągu znajdującego się z zewnętrznej strony.
Trochę świeżego powietrza. Tego mi było trzeba. Ale co to było? To co się wydarzyło kilka chwil temu?
Siedziała tak i rozmyślała nad różnymi sprawami i nagle usłyszała dobrze jej znany głos.
-I co o tym sądzisz?
-Nada się.
-Jesteś pewien?
-Jak niczego innego w swoim życiu.
-Mam nadzieję inaczej będziesz miał problemy. Uwierz mi. Już ja się o to postaram.
-Wierzę stary. A ty powinieneś uwierzyć w to że to się uda i niema się czego bać. To jest nie groźne. Będziesz zadowolony z efektów naprawdę.
-A co z tym?
-Z czym?
-A co ja trzymam w ręce?
-A to. Niema się co martwić. Użyjesz tego w odpowiedniej chwili. Oni się w ogóle nie zorientują.
-Mam nadzieję. A teraz zostaw mnie samego.
-Jak chcesz. - Usłyszała oddalające się kroki i trzask drzwi. Chwilę później druga osoba nacisnęła klamkę w celu otworzenia drzwi na zewnątrz pociągu. I w tej chwili poczuła pieczenie w okolicach brzucha i klatki piersiowej. Chciała krzyczeć a nie mogła. Żaden dźwięk nie wychodził z jej ust. Nad jej ciałem zaczęła unosić się fioletowa mgiełka. Jej twarz wykrzywiła się w grymasie bólu. Oczy były wywrócone do tyłu tak że każdy kto spojrzy na jej twarz zobaczy białka jej oczu zamiast źrenic i brązowej tęczówki.

**********

Draco Malfoy obserwował jak jego przyjaciel opuszcza wagon drzwiami którymi tu weszli. Gdy Blaise zamknął za sobą drzwi Draco otworzył te przy których stał. Musiał zaczerpnąć trochę świeżego powietrza. Przeszedł prze próg i jego uwagę przykuło dziwne fioletowe światło dobiegające z jego lewej strony, zamknął drzwi i ujrzał na ziemi siedzącą Gryfonkę, miała szeroko otwarte usta jakby chciała krzyczeć, ale do Draco nie dochodził żaden dźwięk prócz hałasu pociągu, jej twarz wyrażał ogromny ból. Jej ciało było owiane fioletową mgłą. Zbliżył się do niej powoli.
-Granger! Co ty robisz?! - Powiedział swoim pogardliwym głosem jakim zawsze zwracał się do Gryfonów. Ona nie odpowiedziała, nie spojrzała na niego ani nawet nie mrugnęła. - Ej Granger! - Zrobił krok do tyłu by wejść znów do pociągu, chciał już złapać drzwi ale te nagle same się zamknęły. Załapał za klamkę ani drgnęły. - Alohomora! - Krzyknął. Nie podziałało. - Co to ma znaczyć?! - Krzyknął sam nie wiedział do kogo. Nagle poczuł jak przeszywa go chłód. Odwrócił się. Nie było tam nikogo. A Hermiona wciąż siedząc na podłodze teraz zaczęła się trząść. Nagle i jego spowiła fioletowa mgła. - Co to ma znaczyć?! Wiesz kim jestem?! Pokaż się! - Wrzeszczał sam nie wiedział do kogo. Nikogo tu nie było. Prócz niego i na wpół przytomnej Hermiony. Nagle poczuł jak jego brzuch przeszywa wielki ból, po chwili również zaczęła boleć go głowa. Upadł na kolana. Wygiął się do tyłu i on otworzył usta uwalniając krzyk, lecz żaden dźwięk nie wyszedł z jego ust. Jego twarz zaczęła wykrzywiać się w grymasie bólu a po chwili również jego oczy wywróciły się białkami do przodu tak jak Hermionie.

---------------------------------------------&&&-----------------------------------------

Mam nadzieję że rozdział się podoba. Czekam na wasze komentarze.
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz

-----------------------------------&&&------------------------------