-Hej Hermiona! Słuchasz ty mnie w ogóle?!
-Co? Tak. - Westchnęła. - Wybacz. Zamyśliłam się.
-Co się z tobą ostatnio dzieje?
-Nic Giny.
-Jak nic? Przecież widzę ...
-Na prawdę niema się czym przejmować.
-Miona martwię się o ciebie.
-Niema o co serio.
-A właśnie że jest. Nie przerywaj mi. - Powiedziała ostrzegawczym tonem gdy Hermiona już chciała się odezwać. - Od rozpoczęcia szkoły zachowujesz się dziwnie. Nie śpisz, Jesteś jakaś nieobecna, roztrzęsiona. Wyglądasz jakbyś się czegoś obawiała. Boisz się czegoś i widać to z daleka. Chłopaki też się martwią o ciebie. O co chodzi? Wiesz że mi możesz powiedzieć wszystko.
-Wiem. Ale na prawdę nic mi nie jest.
-Hermiona ...
-Nie Giny. Nic mi nie jest.
-A jak wytłumaczysz swoje zachowanie. Każdy to zauważył. Miona! Gdzie idziesz?! Hermiona!
Wybiegła z pokoju wspólnego z wieży Gryffindoru. Zbiegła schodami kilka pięter niżej. Wpadła do jakieś opuszczonej klasy. Jedną z tych które w Hogwarcie są nieużywane na co dzień. Potrzebowała trochę samotności, prywatności. Gdzie nikt nie będzie zadawał pytań "Co ci jest?" "Co się z tobą dzieje?" "Nie mów że nic, bo widzę że coś się dzieje." Oparła się o jedną z ławek. Stała tak chwilę i pogrążyła się w myślach.
-No proszę proszę kogo my tu mamy.
-Jednak nam się dobrze zdawało że tu wbiegłaś szlamo. - Zaśmiał się Goyle.
-Co by tu z tobą zrobić Granger? Expeliarmus! - Crabbe rozbroił Hermione nim ta zdążyła sama wypowiedzieć zaklęcie. - Było blisko. - Obaj zaśmiali się z bezbronnej Gryfonki.
Draco szedł właśnie schodami na górę do Pokoju Życzeń gdy nagle poczuł ból i usłyszał krzyk z piętra które właśnie minął. Po chwili kolejny krzyk i znów poczuł ból. Zbiegł szybko ze schodów i wbiegł na korytarz z sali na końcu korytarza znów dobiegł krzyk a jego znowu przeszył ból. Wbiegł do sali i ujrzał swoich przyjaciół stojących z różdżkami wyciągniętymi przed siebie i Granger leżącą na podłodze i zwijającą się z bólu. Crabbe i Goyle gdy tylko usłyszeli że ktoś wbiegł od razu się odwrócili.
-Draco co ty tu robisz?
-A wy? - Spytał udając że nie zauważył nad kim się znęcają.
-Znaleźliśmy szlamę. - Zaśmiał się Crabbe i odsunął na bok by Draco mógł lepiej zobaczyć Hermionę leżącą na podłodze. Rzucił w jej stronę spojrzenie pełne obrzydzenia i uśmiechnął się arogancko.
-Zostawcie nas.
-Co?
-Słyszałeś. Mam zamiar sam ją dobić.
-Jak wolisz. - Powiedzieli obaj i odsunęli się. Stojąc teraz kilka kroków za nim.
-Nie słyszeliście jak mówiłem że macie nas zostawić samych? - Obaj spojrzeli na siebie i szybko opuścili klasę biegiem. Odczekał chwilę aż ich kroki ucichną i odezwał się.
-Nic ci nie jest?
-Jakby cię to obchodziło. - Wysapała odwracając się na plecy i ciężko oddychając.
-Obchodzi.
-Bo uwierzę Malfoy.
-Będziesz musiała.
-Niby czemu?
-Bo jesteśmy połączeni.
Że co?
-Szedłem sobie spokojnie i nagle poczułem jakby ktoś we mnie rzucił zaklęciem paraliżującym, ale słabszym niż normalnie. W tym samym momencie usłyszałem twój krzyk. Później kolejny raz. Zacząłem biec w tę stronę i po drodze ta sama sytuacja. Twój krzyk i w tym samym momencie czułem ogromny ból.
-Nie wierze ci.
-To sama spróbuj. Proszę bardzo. Rzuć we mnie jakimś czarem. Odczujesz to zaklęcie na sobie w tym samym momencie.
Hermiona zastanowiła się chwilę po czym wstała podeszła do swojej różdżki leżącej kawałek dalej za nią na podłodze. Uniosła ją w górę i wycelowała w Malfoya.
-Rictusempra! - Draco poleciał do tyłu, a Hermiona poczuła ból jaki mu zadała tym zaklęciem. Poczuła również ból z tyłu głowy, spojrzała na Malfoy'a leżał na podłodze, uderzył się głową w ścianę i właśnie się podnosił i pocierał ręką tył głowy.
-Teraz mi wierzysz?
-Jak to możliwe? - Powiedziała cicho, ale Draco i tak ją usłyszał.
-A jak myślisz?
-Mgła. - Powiedzieli jednocześnie.
-Mocno cię boli?
-A co cię to obchodzi?
-Wszystko co dzieje się z tobą, dzieje się i ze mną. Jeśli ty zaczniesz krwawić i ja zacznę krwawić. Jeśli ty umrzesz i ja umrę.
Zapadła między nimi cisza. Którą po chwili przerwał Malfoy.
-Ał. - Jęknął i podwinął sobie koszulkę do góry. Na jego prawym boku znajdowała się rana, która krwawiła. - Co oni ci zrobili? - Spytał z oburzeniem. - Podwiń koszulę.
-Co?! - Wrzasnęła z niedowierzaniem.
-No już. - Powiedział wskazując na swoją ranę.
Hermiona niechętnie podwinęła koszulę jej rana wyglądała na trochę poważniejszą.
-Rennervate! - Powiedział Draco wskazując różdżką na ranę Hermiony, lewą ręką wciąż trzymał swoją koszulę w górze. Po chwili jej rana jak i jego rana zaczęła znikać.
Zapadła między nimi niekomfortowa cisza. Oboje wpatrywali się w siebie. Po chwili między nimi pojawiła się fioletowa mgła.
Ratujcie ... Nie walczcie ... Musicie ... Zróbcie ... Jego nie ... Powstrzymajcie ... Walka ... To ... Nie pomoże ... Warto ...
I nagle głos umilkł, a mgła zniknęła. Draco odsunął się od Hermiony.
-Lepiej trzymaj swoich kumpli z dala ode mnie Granger. - Wycedził.
-Ty też Malfoy. - Powiedziała zła. Stali tak i obrzucali się wrogimi spojrzeniami.
---------------------------&&&-----------------------------
Jak podoba się rozdział?
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz
------------------&&&-------------------
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz