sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 6

Oboje przez następnych kilka dni czuli niepokój, budzili się w środku nocy zlani potem. Sny były coraz gorsze. Ujawniały tortury i śmierć ich i ich najbliższych. Bali się zasnąć. Na zajęcia przychodzi niewyspani, nieogarnięci. Nie wiedzieli co się z nimi dzieje. Mgła się im nie pojawiła od ostatniego razu. Minęło pięć dni, a oni są zlęknieni. Świadomość że ona się im nie ukazuje jest gorsza niż pojawianie się jej.


-Hej Hermiona! Słuchasz ty mnie w ogóle?!
-Co? Tak. - Westchnęła. - Wybacz. Zamyśliłam się.
-Co się z tobą ostatnio dzieje?
-Nic Giny.
-Jak nic? Przecież widzę ...
-Na prawdę niema się czym przejmować.
-Miona martwię się o ciebie.
-Niema o co serio.
-A właśnie że jest. Nie przerywaj mi. - Powiedziała ostrzegawczym tonem gdy Hermiona już chciała się odezwać. - Od rozpoczęcia szkoły zachowujesz się dziwnie. Nie śpisz, Jesteś jakaś nieobecna, roztrzęsiona. Wyglądasz jakbyś się czegoś obawiała. Boisz się czegoś i widać to z daleka. Chłopaki też się martwią o ciebie. O co chodzi? Wiesz że mi możesz powiedzieć wszystko.
-Wiem. Ale na prawdę nic mi nie jest.
-Hermiona ...
-Nie Giny. Nic mi nie jest.
-A jak wytłumaczysz swoje zachowanie. Każdy to zauważył. Miona! Gdzie idziesz?! Hermiona!

Wybiegła z pokoju wspólnego z wieży Gryffindoru. Zbiegła schodami kilka pięter niżej. Wpadła do jakieś opuszczonej klasy. Jedną z tych które w Hogwarcie są nieużywane na co dzień. Potrzebowała trochę samotności, prywatności. Gdzie nikt nie będzie zadawał pytań "Co ci jest?" "Co się z tobą dzieje?" "Nie mów że nic, bo widzę że coś się dzieje." Oparła się o jedną z ławek. Stała tak chwilę i pogrążyła się w myślach.
-No proszę proszę kogo my tu mamy.
-Jednak nam się dobrze zdawało że tu wbiegłaś szlamo. - Zaśmiał się Goyle.
-Co by tu z tobą zrobić Granger? Expeliarmus! - Crabbe rozbroił Hermione nim ta zdążyła sama wypowiedzieć zaklęcie. - Było blisko. - Obaj zaśmiali się z bezbronnej Gryfonki.


Draco szedł właśnie schodami na górę do Pokoju Życzeń gdy nagle poczuł ból i usłyszał krzyk z piętra które właśnie minął. Po chwili kolejny krzyk i znów poczuł ból. Zbiegł szybko ze schodów i wbiegł na korytarz z sali na końcu korytarza znów dobiegł krzyk a jego znowu przeszył ból. Wbiegł do sali i ujrzał swoich przyjaciół stojących z różdżkami wyciągniętymi przed siebie i Granger leżącą na podłodze i zwijającą się z bólu. Crabbe i Goyle gdy tylko usłyszeli że ktoś wbiegł od razu się odwrócili.
-Draco co ty tu robisz?
-A wy? - Spytał udając że nie zauważył nad kim się znęcają.
-Znaleźliśmy szlamę. - Zaśmiał się Crabbe i odsunął na bok by Draco mógł lepiej zobaczyć Hermionę leżącą na podłodze. Rzucił w jej stronę spojrzenie pełne obrzydzenia i uśmiechnął się arogancko.
-Zostawcie nas.
-Co?
-Słyszałeś. Mam zamiar sam ją dobić.
-Jak wolisz. - Powiedzieli obaj i odsunęli się. Stojąc teraz kilka kroków za nim.
-Nie słyszeliście jak mówiłem że macie nas zostawić samych? - Obaj spojrzeli na siebie i szybko opuścili klasę biegiem. Odczekał chwilę aż ich kroki ucichną i odezwał się.
-Nic ci nie jest?
-Jakby cię to obchodziło. - Wysapała odwracając się na plecy i ciężko oddychając.
-Obchodzi.
-Bo uwierzę Malfoy.
-Będziesz musiała.
-Niby czemu?
-Bo jesteśmy połączeni.
Że co?
-Szedłem sobie spokojnie i nagle poczułem jakby ktoś we mnie rzucił zaklęciem paraliżującym, ale słabszym niż normalnie. W tym samym momencie usłyszałem twój krzyk. Później kolejny raz. Zacząłem biec w tę stronę i po drodze ta sama sytuacja. Twój krzyk i w tym samym momencie czułem ogromny ból.
-Nie wierze ci.
-To sama spróbuj. Proszę bardzo. Rzuć we mnie jakimś czarem. Odczujesz to zaklęcie na sobie w tym samym momencie.
Hermiona zastanowiła się chwilę po czym wstała podeszła do swojej różdżki leżącej kawałek dalej za nią na podłodze. Uniosła ją w górę i wycelowała w Malfoya.
-Rictusempra! - Draco poleciał do tyłu, a Hermiona poczuła ból jaki mu zadała tym zaklęciem. Poczuła również ból z tyłu głowy, spojrzała na Malfoy'a leżał na podłodze, uderzył się głową w ścianę i właśnie się podnosił i pocierał ręką tył głowy.
-Teraz mi wierzysz?
-Jak to możliwe? - Powiedziała cicho, ale Draco i tak ją usłyszał.
-A jak myślisz?
-Mgła. - Powiedzieli jednocześnie.
-Mocno cię boli?
-A co cię to obchodzi?
-Wszystko co dzieje się z tobą, dzieje się i ze mną. Jeśli ty zaczniesz krwawić i ja zacznę krwawić. Jeśli ty umrzesz i ja umrę.
Zapadła między nimi cisza. Którą po chwili przerwał Malfoy.
-Ał. - Jęknął i podwinął sobie koszulkę do góry. Na jego prawym boku znajdowała się rana, która krwawiła. - Co oni ci zrobili? - Spytał z oburzeniem. - Podwiń koszulę.
-Co?! - Wrzasnęła z niedowierzaniem.
-No już. - Powiedział wskazując na swoją ranę.
Hermiona niechętnie podwinęła koszulę jej rana wyglądała na trochę poważniejszą.
-Rennervate! - Powiedział Draco wskazując różdżką na ranę Hermiony, lewą ręką wciąż trzymał swoją koszulę w górze. Po chwili jej rana jak i jego rana zaczęła znikać.
Zapadła między nimi niekomfortowa cisza. Oboje wpatrywali się w siebie. Po chwili między nimi pojawiła się fioletowa mgła.
Ratujcie ... Nie walczcie ... Musicie ... Zróbcie ... Jego nie ... Powstrzymajcie ... Walka ... To ... Nie pomoże ... Warto ...
I nagle głos umilkł, a mgła zniknęła. Draco odsunął się od Hermiony.
-Lepiej trzymaj swoich kumpli z dala ode mnie Granger. - Wycedził.
-Ty też Malfoy. - Powiedziała zła. Stali tak i obrzucali się wrogimi spojrzeniami.

---------------------------&&&-----------------------------
Jak podoba się rozdział?
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz
------------------&&&-------------------

środa, 17 czerwca 2015

Rozdział 5

Po lekcji Obrony Przed Czarną Magią Draco został w sali.
-O co chodzi Draco? - Spytał Snape.
-Profesorze, tak mnie zastanawia. Czy jest coś czego niewolno uczyć w Hogwarcie, a może stanowić jakieś zagrożenie mniejsze lub większe?
-Wszystko co stanowi zagrożenie jest omawiane na zajęciach z Obrony Przed Czarną Magią i ja jak i poprzedni nauczyciele uczyliśmy was o tym. Wszystkie stworzenia są omawiane na zajęciach.
-Ale mi nie chodzi o stworzenia.
-A o co?
-Czy istnieje jakaś siła bezcielesna mogąca zaatakować?
-Co masz na myśli mówiąc bezcielesna?
-To że niema ukształtowanego stałego ciała. Jest zmienna. Czy coś takiego istnieje?
-Nic mi o tym nie wiadomo. A czemu pytasz?
-Tak się tylko zastanawiałem.
-To nie zastanawiaj się za dużo nad zbędnymi rzeczami. A teraz wyjdź. Idź na inne lekcje. - Odpowiedział i wszedł do swojego gabinetu zatrzaskując drzwi przed nosem Dracona.
Czyli jednak dobrze myślałem. Coś takiego zdarzyło się pierwszy raz. Co to u licha jest? Co tym steruje? Co to ma na celu? Zastanawiał się.
Właśnie wyszedł na błonia gdy przed nim pojawiła się fioletowa mgła.
-No nie znowu? - Jęknął. - Czego chcesz? Czym jesteś?
Ale mgła nie zmaterializowała się tym razem. Nie sprawiła mu bólu. Nie usłyszał żadnego głosu. Zafalowała tylko w powietrzu. Poleciała w jego stronę przelatując przez klatkę piersiową, Draco od razu się odwrócił by zobaczyć że po przeleceniu przez niego mgła zaczęła odlatywać w dal.
Nie zważając już na nic Draco ruszył pod chatkę gajowego Hagrida na lekcje z Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami. Gdy Draco dołączył do klasy i stanął przy swoich przyjaciołach z chaty wyszedł Hagrid.
-Witajcie wszyscy. Jak miło znów was widzieć na moich zajęciach. Na najbliższych kilku zajęciach zajmować się będziemy Kogucharami. Czy ktoś wie co to za stworzenia? Tak Hermiono? - Spytał Hagrid gdy tylko ta podniosła rękę.
-Jest to małe stworzonko przypominające kota, ma nakrapiane, cętkowane lub łaciate futro, olbrzymie uszy i ogon z pędzelkiem jak u lwa. Jest inteligentny i niezależny. Ma niezwykłą zdolność wykrywania przykrych i podejrzanych osobników. Swojego właściciela potrafi doprowadzić do domu, jeśli ten zabłądzi. Mogą się krzyżować ze zwykłymi kotami. Żeby być właścicielem Koguchara trzeba mieć licencje, bo jego nietypowy wygląd może wzbudzać zainteresowanie mugoli.
-Brawo! Dziesięć punktów dla Gryffindoru. Specjalnie na nasze zajęcia sprowadziłem kilka Kogucharów do zamku. Dobierzcie się w pary. Ale zróbcie to mądrze ponieważ w takich parach będzie współpracować przez dłuższy czas.
-Harry ... - Powiedziała Hermiona. Harry spojrzał na nią, a następnie na Rona.
-Spoko ja będę z ... Seamus?!
-Co?!
-Możemy?!
-Jasne! Dean gdzieś wsiąkł po zajęciach ze Snapem i jeszcze się nie pojawił!
-Zabiję go. Gnojek schował się gdzieś z moją siostrą. - Mruknął Ron do Harry'ego i Hermiony. W tym czasie Seamus zdążył dojść do nich i stanąć obok Rona.
-Profesorze! Profesorze przepraszam! Profesor McGonagall mnie zatrzymała! - Zawołał Dean zasapany podbiegając do przyjaciół.
-Nic się nie stało Dean. Będziesz w parze z Neville'm. - Powiedział Hagrid rozglądając się dookoła, a tylko Neville stał bez pary. - Przyjaciele wytłumaczą ci czym się będziemy zajmować. A tym czasem idziemy! - Zawołał i ruszył w stronę Zakazanego Lasu.
-Hagrid ty chyba nie jesteś poważny! - Zawołał Ron.
-Nie wygłupiaj się Ron! - Krzyknęła na niego Hermiona.
-Niema się czego bać, na prawdę. - Zawołał wesoło Hagrid. - To jest tu niedaleko.
Po dość przyjemnej lekcji Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami Hermiona powiedziała że musi porozmawiać z Hagridem i żeby na nią nie czekali. Tak więc Ron i Harry wrócili do zamku na lunch, a Hermiona podeszła do Hagrida.
-Hagrid?
-Tak Hermiono?
-Bo ty znasz różne dziwne stworzenia no nie?
-No, tak. A co?
-A czy wiesz czy istnieje jakieś stworzenie takie typowo dziwaczne?
-A co masz konkretnego na myśli?
-Mgłę?
-Mgłę? - Zaśmiał się Hagrid.
-Tak.
-Nic takiego niema. Skąd ci to przyszło do głowy. Też mi coś.
-No śniło mi się że spacerowałam sobie i zaatakowała mnie mgła, która przybrała ludzką postać, przenikała przeze mnie i sprawiała ból. Więc zaczęłam się po prostu zastanawiać czy to tylko głupi sen, czy może istnieje coś takiego.
-Kto jak kto, ale ty Hermiono nie wyglądasz na kogoś kto by wierzył w takie brednie. To był tylko jakiś dziwny sen.
-Masz racje. - Zaśmiała się Hermiona. - Był taki rzeczywisty po prostu że w niego uwierzyłam.
-No widzisz. A teraz idź coś zjeść niewyraźnie wyglądasz.
-Ale czuję się świetnie. A ty nie idziesz?
-Muszę się nimi zająć. Crabbe i Goyle kilku mocno dokuczyli. Głupie gamonie. Nieorzumiją że stworzenia też mają uczucia. - Mruknął i zajął się Kogucharami, a Hermiona ruszyła w stronę zamku.
Wchodząc na błonia przeleciała przez nią fioletowa mgła i zatrzymując przed nią. W chwili gdy ta mgła przez nią przelatywała poczuła chłód i przeszły ją dreszcze.
Musisz się postarać ...Uwierz w ... On nie ... Tylko ... Pomóż mu ... Zmuszono ... Rozumiesz ... On jest ... Sensie ...Zrozum ... Opętany ... Usłyszała znów ten sam głos. Chcąc od niego uciec zgubić go zaczęła biec. Wbiegła do zamku wciąż słysząc ten głos. W sali wejściowej wpadła na Dracona.
-A tobie co Granger? - Złapał ją by nie upadła i spytał ostro, a głos który ona słyszała nagle ustał.
-Ja ... - Głos jej się załamał. Przetarła ręką czoło i uświadomiła sobie że się spociła ze strachu. - Ta mgła znowu ... ja  - Odwróciła się by spojrzeć na wciąż otwarte drzwi i puste błonia tuż za nimi.
-Spokojnie Granger. Nie tylko ciebie ona nawiedza. I przeraża. - Dodał po chwili ciszej.
-Wiem.
-Dowiedziałaś się czegoś?
-To co się dzieje, ta mgła. Nikt o niej niema pojęcia. To się dzieje pierwszy raz. Nie wiadomo jakie ma zamiary. Czym jest? Czemu służy? Co ma celu osiągnąć? Nic nie wiemy. I tylko my w tym siedzimy. I nikt nam nie może pomóc. Bo wszyscy uznają nas za dziwaków gdy opowiemy te historie. Nikt nie może się dowiedzieć. Ale nie możemy też siedzieć bezczynnie.
-Ale nic innego nam nie pozostaje. Nie wiemy co to jest i jak z tym walczyć. Nie mamy żadnej pomocy do walki z tym, ani do obrony przed tym. Pojawia się kiedy chce.

-----------------------------&&&-----------------------------
Jest kolejny rozdział. Czekam na waszą opinie.
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz
------------------&&&------------------

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Rozdział 4

Gdy wszystkie zajęcia się już skończyły Hermiona udała się do biblioteki by sprawdzić czy jest coś napisane na temat tej tajemniczej fioletowej mgły. W bibliotece siedziała aż do kolacji i nic nie znalazła. Poszła na wielką salę, szybko zjadła i wróciła do biblioteki szukać dalej. Ale również nie udało jej się nic znaleźć. W końcu pani Pince musiała ją wyrzucić z biblioteki bo było już późno. Szła wolno korytarzem, zamyślona i wpadła na kogoś.
-Przepraszam, nie chciałam, zamyśliłam się! - Powiedziała szybko. Przed nią stał nie kto inny jak Draco Malfoy. Obrzucił ją spojrzeniem pełnym pogardy i powiedział chłodno.
-Masz szczęście że nic się nie stało. Znalazłaś coś na ten temat?
-Nie. Spędziłam w bibliotece cały czas wolny i nic. Jutro zamierzam dalej szukać. Coś musi być na ten temat powiedziane, napisane gdziekolwiek. Niemożliwe jest przecież żeby coś takiego miało miejsce pierwszy raz.
-Też tak myślę. Ale to zdaje się być właśnie jakby to miało miejsce pierwszy raz w naszym świecie. Inaczej Bins mówiłby cokolwiek na ten temat na swoich nudnych lekcjach ...
-Czyli jednak słuchasz tego co ten stary duch gada.
-Lepsze jest słuchanie jego, niż słuchanie narzekań Crabbe'a i Goyle'a o tym jakie to nudne i niepotrzebne. Odcinam się od nich i słucham Binsa. A mówiąc dalej też Flitwick, McGonagall albo którykolwiek z nauczycieli OPCM powiedziałby coś na ten temat. Nie uważasz? Przecież uczą nas jak walczyć z innymi rasami, stworzeniami. Więc to coś też się do tego zalicza.
Chociaż raz Malfoy wykazał się większą inteligencją, bystrością i rozumem niż ja. Pomyślała.
-Możesz mieć racje. Ale możesz też jej nie mieć.
-Wiem. Dlatego szukaj dalej.
-Czemu tylko ja? To też twoja sprawa.
-Bo zaczęło się od ciebie.
-Gdyby Ron mnie nie zdenerwował i nie poszłabym się przejść mgła by mnie nie zaatakowała. Zaatakowałaby tylko ciebie.
-Skąd wiesz?
-A skąd wiesz że nie?
Oboje milczeli przez chwile rzucając sobie nawzajem wredne spojrzenia.
Po co ja z nią w ogóle rozmawiam? Pytał sam siebie.
Prychnął i wyminął ją.
-No właśnie nie masz pewności! Najlepiej milczeć i uciekać! - Krzyknęła na niego. On momentalnie się odwrócił i już chciał wyciągnąć różdżkę kiedy znów pojawiła się ta tajemnicza fioletowa mgła i oboje zamarli w bezruchu, poczuli straszliwy chłód i pomimo tego że nie mogli się ruszać było widać jak przeszły ich ciarki i się wzdrygnęli. Gdzieś jakby z oddali przebijał się głos. Słowa wyrwane z kontekstu zdań. Nie można było nic zrozumieć. Przestańcie ... Proszę ... Nie jesteście ... Musicie ... Postarajcie się ... Spróbujcie ... I ... To ... Zakończcie to ... Jak najszybciej ... Błagam. Głos nagle ucichł. Oboje opadli na kolana dysząc ciężko.
-Co to do diabła było? - Spytał podnosząc się powoli.
-Nie mam pojęcia. - Odpowiedziała nie mając siły wstać. Wyciągnął w jej stronę dłoń. Spojrzała na niego z niechęcią i obrzydzeniem ale chwyciła jego dłoń, a on pomógł jej wstać.
Dlaczego to robię? Pytali oboje sami siebie w myślach.
On nie wiedział czemu jej pomaga. Czemu czuje chęć obrony jej, pomocy w trudnych sytuacjach.
Ona nie wiedziała czemu przyjmuje jego pomoc. Czemu chce jego pomocy. Czemu chce czuć się przy nim bezpieczna. Czemu chce obronić ich oboje.
Bez słowa odeszli w swoje strony.
-Gdzieś ty była? - Spytał Ron gdy tylko Hermiona przekroczyła próg salonu.
-Ja? W bibliotece.
-Tak długo?
-Zawsze siedzę długo w bibliotece. Jak się w coś zaczytam naprawdę mocno.
-A czego szukałaś w bibliotece? Nawet jeszcze nic nam nie zdążyli zadać.
-Mów za siebie. Zauważ że ja mam więcej przedmiotów niż wy. A Starożytne Runy są na całkiem innym poziomie niż wasze Wróżbiarstwo. Mówiąc inne mam na myśli znacznie wyższe. A teraz dobranoc. - Powiedziała i weszła po schodach do swojego dormitorium.

Była tak zmęczona tego wieczoru że zasnęła niemalże od razu. Ale sen miała tak głęboki i tak przerażający że zlała się cała potem, nie mogła się wybudzić. A gdy w końcu się przebudziła śniadanie właśnie się zaczynało. Dziewczyny jej nie obudziły. Poszła szybko pod prysznic, ubrała się, spakowała torbę i zbiegła na dół. Gdy tylko weszła na salę profesor McGonagal wstała ze swojego miejsca i ruszyła w stronę stołu Gryffindoru.
-Co ty sobie wyobrażasz Panno Granger? Spóźniać się na śniadanie?
-Przepraszam pani profesor źle się czuję.
-Rzeczywiście nie wyglądasz najlepiej. Powinnaś pójść do skrzydła szpitalnego.
-Nie, nie trzeba. Wczoraj mało zjadłam na kolację, a teraz jestem strasznie głodna. To pewnie przez to pani profesor.
-No dobrze. Ale żeby to było ostatni raz panno Granger. Następnym razem pozbawię Gryffindor punktów.
-Dobrze pani profesor. - Odpowiedziała a opiekunka wróciła na swoje miejsce. Harry i Ron przyglądali się jej. Zauważyła również że od stołu Slytherinu przygląda się jej Malfoy. Gdy tylko zorientował się że ona to zauważyła od razu odwrócił wzrok.
Co ty odwalasz Dracon? Pytał sam siebie. Co w ciebie wstąpiło? Przejmujesz się jakąś głupią szlamą. Nic nie wartą mugolaczką. A jednak gdyby nie ona sam byś siedział w tym szambie. Nie wiedziałbym co robić. Kompletnie bym oszalał. A tak ona jest w tym ze mną. Wiem że nie jestem sam i to podnosi mnie na duchu. Tylko czemu cieszę się z powodu tego że tkwię w tym akurat z Granger? Coś mi się w głowie poprzewracało. Oceniał sam siebie w myślach.

---------------------------------&&&--------------------------------
Jest kolejny rozdział. Jak wam się podoba?
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz
-------------------&&&-----------------

sobota, 13 czerwca 2015

Rozdział 3

Obudziła się cała zalana potem. Nic dziwnego śniła to co przeżyła wczoraj. Fioletowa mgła. Ból w całym ciele, Ciemność i szczypanie oczu. Strach. Strach przed śmiercią. Myśl że w tej chwili gdy jej oczy są wywrócone i nie jest w stanie nic zlokalizować może zginąć, przerażała ją. A jeszcze bardziej bała się że ta mgła ją tu znajdzie i znów zaatakuje. Czym ona była? Czemu miała służyć? Nie wiedziała. Ale obiecała sobie że to odkryje. Będzie szukać aż to znajdzie. Pójdzie do biblioteki. Poszuka. Gdzieś musi być coś o tym napisane.
Takie zdarzenia pewnie już kiedyś miały miejsce w świecie czarodziei. Myślała. Bo przecież niemożliwym by było gdyby coś takiego zdarzyło się pierwszy raz. - Przekonywała samą siebie. Spojrzała na zegarek i westchnęła wstała powoli z łóżka wzięła szaty i weszła do łazienki i wzięła długi gorący prysznic. Gdy wyszła z łazienki wszyscy budzili się i szykowali do zejścia na śniadanie.
-A tobie co? - Spytał Harry gdy zobaczył Hermione czekającą na nich w pokoju wspólnym. - Źle wyglądasz. Dobrze się czujesz?
-Nic mi nie jest. - Odpowiedziała i lekko się uśmiechnęła.
-Jesteś pewna?
-Tak Ron jestem pewna.- Spojrzała na niego surowo. I już nikt się nie odezwał.


W tym samym czasie gdy trójka Gryfonów schodziła na śniadanie, w lochach gwałtownie przebudził się Draco, mokry i klejący od potu ze strachem w oczach. Odetchnął z ulgą gdy uświadomił sobie że to był tylko zły sen. Koszmar wczorajszego dnia. Wziął orzeźwiający prysznic, ubrał się i poszedł na śniadanie. Gdy usiadł do stołu zagadnął go Zabini.
-Co tam Draco? Marnie wyglądasz. Spałeś coś dzisiaj?
-Tak. Ale się nie wyspałem.
-Co za twarde łóżko? - Zaśmiał się Blaise.
-Bawi cię to Blaise? A może następnym razem to ja zaczaruję twoje łóżko co?
-Wybacz stary nie chciałem cię urazić. Co cię dziś ugryzło?
Draco nie odpowiedział spojrzał przed siebie. Dwa stoły dalej siedziała ona cicha, smutna, zamyślona. Tak bardzo nie podobna do siebie. Obok niej jej przyjaciele rozmawiali o czymś z ożywieniem. Ona zdawała się tego nie zauważać. Podniosła wzrok ze swojego talerza i ich spojrzenia się spotkały. Oboje w tym samym momencie coś poczuli w okolicach brzucha. Wokół ich talii zawirowała fioletowa mgła i zniknęła tak nagle jak się pojawiła. Oboje nie wiedzieli co to miało znaczyć. Wiedzieli tylko jedno ta mgła przyfrunęła tu za nimi. Ale czemu tylko oni ją widzą? A może po prostu nikt nie zwraca na nich uwagi? Zastanawiali się oboje. Nie zważając na nic więcej zabrali się do jedzenia. Choć dużo zjeść nie mogli z nerwów, ze strachu.

Pierwszą lekcją w tym roku dla Draco były Eliksiry, wraz z Gryfonami. Stał w sali wraz z Pansy, Blaise'm, Crabbe'm i Goyle'm. Jak zwykle jego przyjaciele śmiali się z Gryfonów przy każdej okazji, starali się im dokuczyć, a on był dziś bardzo milczący.
-Draco no co jest z tobą?
-Nic. - Odparł zamyślony.
-Stary przecież widzę że coś się z tobą dzieje, jesteś jakiś inny. Milczący i w ogóle.
-To może skoro jestem inny mam ku temu powody Blaise. Nie pomyślałeś o tym?
-Pomyślałem, dlatego pytam co się stało. Stary martwię się o ciebie. Jesteś moim przyjacielem. Chyba mam prawo wiedzieć co się z tobą dzieje.
-Nie wszystko ludzie muszą o mnie wiedzieć. I dobrze o tym wiesz.
-Tak wiem. Ale wiesz czasem warto jest się otworzyć na innych i powiedzieć co ci dolega niż trzymać to w sobie cokolwiek to jest, bo to tylko niszczy cię bardziej Draco.
-Nie martw się o mnie. Martw się lepiej o siebie.
Blaise chciał już coś mu odpowiedzieć ale wtedy do klasy wszedł profesor.
-Witaj klaso, nazywam się Horacy Slughorn jak już wiecie. Proszę ustawcie się tutaj. -Wskazał miejsce przed stołem na którym stały eliksiry w kociołkach. Gdy wszyscy się już ustawili kontynuował. - Dzisiaj rano sporządziłem kilka trudnych do uwarzenia eliksirów. Duża precyzja w odmierzaniu składników ma naprawdę olbrzymie znaczenie... - W tym momencie do sali wszedł Potter i Weasley. Slughorn się odwrócił do drzwi. - O! Harry mój drogi już się niepokoiłem że nie przyjdziesz i kogoś przyprowadziłeś.
-Ron Weasley, nie jestem dobry w eliksirach, raczej beznadziejny no to może ...
-Nonsens, nauczymy cię. Przyjaciel Harry'ego jest moim przyjacielem. Wyjmijcie książki.
-Przepraszam ale Ron i ja jeszcze nie zdobyliśmy książek.
-To nic, weźcie w takim razie sobie jakieś z szafy. Jak już mówiłem sporządziłem dziś rano eliksiry. Jakieś sugestie co to może być? - Hermiona podniosła rękę. - Tak panno?
-Granger sir. - Powiedziała i zbliżyła się do stołu z uwarzonymi eliksirami. - To Weritaserum czyli eliksir prawdy. A to Eliksir Wielosokowy pozwala na krótki czas przybrać postać innego człowieka, trudno go przygotować. A to jest Amortencja najsilniejszy miłosny eliksir. Jego zapach każdy odczuwa inaczej w zależności co kto lubi. Czuję na przykład skoszoną trawę, pergamin i męskie perfumy. - Powiedziała i wróciła na swoje miejsce.
-Jednak Amortencja nie wzbudza prawdziwej miłości, - w tym momencie do stolika powoli zaczęły podchodzić Lavender, Romilda, Katie i Pansy. - bo to niemożliwe, ale powoduje bardzo silne zadurzenie lub obsesje i z tego powodu to zapewne najniebezpieczniejszy eliksir w tej sali. - Slughorn zakrył pokrywką kociołek z tym eliksirem. A one otrząsnęły się i zaczęły wracać na swoje miejsce.
-Ale nie powiedział pan co jest tutaj. - Powiedziała Katie wskazując na mały flakonik.
-A racja, Panie i panowie to co tu widzicie to niezwykle dziwny eliksir znany jako Felix Felicis, ale o wiele częściej używa się nazwy ...
-Płynne Szczęście. - Odpowiedziała od razu Hermiona.
-Tak panno Granger Płynne Szczęście. Niełatwo je uwarzyć a mały błąd dużo kosztuje. Jeden łyk a wszystko co robisz kończyć się będzie sukcesem. Oczywiście tak długo póki działa. Cóż to właśnie dzisiaj będzie nagrodą, jedna mała fiolka Płynnego Szczęścia dla ucznia który w najbliższą godzinę wyprodukuje nam Wywar Żywej Śmierci w miarę użyteczny. Wskazówki znajdziecie na stronie dziesiątej.Uprzedzam was jednak, tylko jednemu uczniowi udało się uwarzyć eliksir na tyle dobrze by zasłużyć na nagrodę. Tak czy inaczej życzę wam szczęścia. Bierzcie się do roboty. - Powiedział a wszyscy podeszli do swoich stanowisk i zaczęli przygotowywać eliksir.
Po godzinie Slughorn przejrzał wszystkie eliksiry i wrzucając listek do każdego kociołka sprawdzał reakcje.
-Na brodę Merlina pierwszorzędny. Tak doskonały że kropla mogła by zabić nas wszystkich. A więc tak jak obiecałem. Jedna fiolka z Felix Felicis moje gratulację. Nie zmarnuj tego. - Powiedział Slughorn wręczając Harry'emu Potterowi fiolkę z eliksirem przed całą klasą.
-Hermiona idziesz? - Spytał Ron.
-Za chwilę. Idźcie zaraz do was dołączę. - Powiedziała udając że coś robi przy swoim stanowisku. Slughorn udał się do swojego gabinetu, więc ona została sama. A gdy wyszła z sali wpadła na Malfoya.
-Czekałem na ciebie.
-Na mnie? Po co?
-Chyba wiesz po co.
-Ja na prawdę nie wiem co to miało znaczyć. To nie moja wina.
-Wiem że nie twoja. Ale to się przytrafiło tobie, a następnie mnie. Więc siedzimy w tym razem. I zrób coś by to cokolwiek to jest się ode mnie odczepiło.
-A myślisz że ja nie chce się tego pozbyć?
-Jesteś mądra wymyśl coś. I to najlepiej jak najszybciej. - Powiedział ostro i odszedł. Hermiona westchnęła.
-No i co ja mam zrobić? - Spytała samą siebie na głos.

----------------------------------&&&-----------------------------------
Jak się podoba rozdział? Czekam na komentarze.
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz
------------------------&&&------------------------

czwartek, 11 czerwca 2015

Rozdział 2

Po jakimś czasie który zdawał się być wiecznością bóle ustały, tętno się wyrównało, oczy wróciły do normalnego wyglądu i Hermiona odzyskała świadomość. Nie miała siły się podnieść. Nie miała na nic siły. Zaczerpnęła głęboko powietrza. Spojrzała w prawo tam wygięty do tyłu klęczał Malfoy. Po chwili opadł bezwładnie uderzając plecami o drzwi i on zaczerpnął głęboko powietrza, powoli spojrzał w jej stronę. Chciał już coś powiedzieć ale ujrzał w jej oczach strach oraz odbicie swojej twarzy w której również gościł strach. Powstrzymał się od złośliwego komentarza i łagodnie spytał.
-Co to było?
-Nie mam pojęcia. - Szepnęła, ale on ją usłyszał. - Pojawiło się nagle, tak znikąd. Ból rozprzestrzeniał się na całe ciało, chciałam krzyczeć ale nie mogłam, widziałam ciemność ...
-czułem zimno i strach, swój własny jak i czyjś inny. Obcy, taki nie ludzki. - Dokończył za nią Draco a ona skinęła głową w potwierdzeniu. - Jak myślisz jak długo potrwa ten paraliż?
-Nie wiem. Ale boję się że cokolwiek to było wróci. - Powiedziała i spojrzała przed siebie. Wpatrywała się w szybko oddalający się krajobraz. Milczeli przez blisko godzinę. Dopóki Hermiona nie zaczęła krzyczeć z bólu i wykrzywiać ciało pod niewyobrażalnymi kątami.
-Granger co się dzieje?! - Odpowiedziała mu jeszcze głośniejszym krzykiem. Próbował się ruszyć ale nie mógł nic zrobić. Po chwili i on zaczął krzyczeć i wyginać ciało pod niemożliwymi kątami. Coś uniosło ich lekko w powietrze przez co uderzyli w barierkę całym ciałem co wywołało u nich jeszcze większy ból. Upadli na podłogę leżąc blisko siebie. Ból zaczął ustępować. Zaczęli powoli odzyskiwać władzę nad ciałem. Gdy bóle ustały szybko podnieśli się z podłogi doskoczyli do drzwi próbowali je otworzyć ale nic z tego. Oboje przerażeni, spanikowani nie wiedząc co robią wtulili się w siebie patrząc na oddalające się drzewa. Pojawiła się fioletowa mgła, powoli zaczęła formować się w jakiś podobny kształt. I po chwili przed nimi na wysokości metra unosiła się kobieta w długiej sukni i długich włosach ulepiona z fioletowej mgły. Oboje wrzasnęli. Ona uśmiechnęła się do nich. Zawiał wiatr a ona rozmyła się. Drzwi się nagle otworzyły do środka, po mimo tego że zawsze otwierają się na zewnątrz i wpadli do wagonu wciąż obejmując się. Leżeli przez chwilę na podłodze wpatrując się w miejsce w którym chwile temu unosił się dziwny duch kobiety czy cokolwiek to było. Odwrócili głowy by spojrzeć w głąb wagonu. Wagon był pusty. Wstali z podłogi a drzwi same się zamknęły. Draco powoli podszedł do nich i pociągnął do siebie. Drzwi ani drgnęły. Popchnął je i otworzyły się. Szybko je zatrzasnął i cofnął się.
-Jak myślisz co to mogło być? - Spojrzał na nią.
-Nie mam pojęcia. Ale cokolwiek to było chyba nie życzyło nam dobrze. - Powiedziała i spojrzała na niego.
-Nie mówmy o tym nikomu zgoda? O tym co się tu stało. Najlepiej zapomnijmy że w ogóle coś się wydarzyło. - Powiedział i zaczął iść w stronę drzwi po drugiej stronie wagonu. Otworzył je i szybko opuścił to miejsce. Hermiona jeszcze raz spojrzał za siebie na drzwi i tam gdzie wcześniej unosiła się postać z fioletowej mgły i również ruszyła do wyjścia by wrócić do przyjaciół.
Weszła do przedziału a Harry od razu zapytał.
-Gdzie poszłaś?
-Byłam się przejść. - Odpowiedziała a Harry uśmiechnął się do niej. - Która godzina?
-Czternasta trzydzieści. Jeszcze daleko do Hogwartu. - Odpowiedział Harry
Co? Czternasta trzydzieści? Niemożliwe. Nie było mnie dobre dwie godziny. A tym czasem minęło niecałe trzydzieści minut. - Powiedziała do siebie w myślach. Otworzyła książkę i zaczęła dalej czytać, nie rozpamiętując tego co się wydarzyło. Ale nie mogła się skupić na książce. Już dwudziesty raz czytała to samo zdanie. Zatrzasnęła książkę i schowała ją w torbę i przekładając ją przez ramię wstała i znów opuściła przedział. Zanim wyszła usłyszała pytanie Rona.
-A ty znowu gdzie?
Nie odpowiedziała mu tylko wyszła, tym razem skręciła w prawo. Resztę drogi spędziła na korytarzu. Nie chciała z nikim rozmawiać. Do zamku pojechała wraz z czwartoklasistami z Huffelpuffu. Do zamku weszła jako jedna z pierwszych gdyż ostatnie godziny podróży spędziła w drugim wagonie za raz za lokomotywą. Ron i Giny szybko znaleźli się w Zamku, zaraz za nimi szedł Dean, Seamus i Neville.
-Gdzie Harry? - Spytała Hermiona.
-Nie wiem. Wyszedł jakieś dwie godziny po tobie i już nie wrócił tak jak ty. Pomyśleliśmy z Giny że pewnie już tu jesteście.
-Ale jak widać go niema. - Powiedziała Hermiona.
-To gdzie on jest? - Spytała Giny. Ale nikt nie odpowiedział.
Przyszedł czas na przydział kolejnych pierwszoroczniaków. McGonagall skończyła czytać listę, Tiara ostatni raz krzyknęła SLYTHERIN a Harry'ego wciąż nie było. Na stołach pojawiło się jedzenie i wszyscy zaczęli jeść. Wszyscy prócz Hermiony i Giny które martwiły się o przyjaciela. Po jakimś czasie Hermiona nie wytrzymała i uderzając kilka razy w ramię Rona powiedziała głośno.
-Jak możesz spokojnie jeść! Twój przyjaciel zniknął!
-Lepiej się odwróć. - Powiedział Ron kiwając głową w stronę Drzwi. Próg wielkiej sali właśnie przekroczył Harry i Luna.
-Jest cały we krwi. - Powiedziała Giny. - Co mu się znowu przydarzyło?
-Tym razem to jego krew. -Powiedział Ron.
-Gdzie ty byłeś? I co z twoją twarzą? - Spytała zdenerwowana Hermiona.
-Później. A co mówili? - Spytał Harry.
-Tiara jak zwykle kazała wszystkim się jednoczyć w obliczu zagrożenia. A co ona tam wie? Przecież to czapka. - Odpowiedział Ron.
-Przede wszystkim chciałem was powitać. Ale także pragnę wam przedstawić waszego nowego nauczyciela. Horacego Slughorna. Profesor Slughorn był tak miły że zgodził się poprowadzić zajęcia z Eliksirów. Natomiast Obrony Przed Czarną Magią w tym roku będzie was uczyć profesor Snape. Jak zauważyliście każdy z was został przeszukany przed wejściem do szkoły i macie prawo wiedzieć dlaczego. Kiedyś był tu młody człowiek który jak wy siedział w tej samej sali, chodził tymi samymi korytarzami, spał pod tym samym dachem. Wszystkim wydawało się że jest uczniem takim jak wy nazywał się Tom Riddle. Dziś niestety znany jest na świecie pod innym imieniem dlatego właśnie gdy tu stoję i spoglądam na wasze twarze nie mogę zapomnieć o pewnym fakcie. Każdego dnia, w każdej godzinie, możliwe nawet że w tej chwili mroczne moce próbują przeniknąć przez ściany tego zamku. Jeśli im się uda ich największa broń to wy. Warto to przemyśleć. Teraz do łóżek biegiem.
-Pocieszające. - Skomentował mowę dyrektora Ron. Wszyscy w ciszy udali się do swoich dormitoriów. Hermiona długo nie mogła zasnąć wiercąc się z boku na bok. Wciąż rozmyślając o tym co się wydarzyło w pociągu.


Tak samo osiem pięter niżej w lochach na jednym z łóżek wiercił się pewien Ślizgon nie mogąc zasnąć. Co zamknął oczy widział fioletową mgłę formującą się w postać kobiety, czuł ból na całym ciele. Tym razem nie świętował ze wszystkimi Ślizgonami początku kolejnego roku szkoły. Po uczcie zamknął się od razu w swoim prywatnym dormitorium. Wciąż myślał o tym co się wydarzyło. Co było dziwne nie czuł wstrętu do Granger że się w nią wtulał i rozmawiał jak z kimś normalnym. Nie wiedział co to miało znaczyć i czemu miało służyć. Chciał o tym zapomnieć ale nie potrafił. Ta mgła. Ten przeszywający ostry ból w całym ciele. Na same wspomnienia zaczął oblewać się zimnym potem. Ze strachu że to się powtórzy. I automatycznie w jego umyśle pokazała się myśl "Jeśli Granger będzie przy mnie będzie lepiej. Będziemy oboje bezpieczni." Skąd się wzięła ta myśl nie miał pojęcia. Po parunastu minutach kłótni z samym sobą zasnął. Sam nawet nie spostrzegł się kiedy.

-------------------------------------&&&---------------------------------------
Mam nadzięję że rozdział się podoba, czekam na waszą opinię w komentarzach.
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz
---------------------------&&&-----------------------------

środa, 10 czerwca 2015

Rozdział 1

Szła roześmiana wraz ze swymi przyjaciółmi Giny, Ronem i Harrym. Właśnie skończyły się wakacje i czas wracać do Hogwartu. W czwórkę przebiegli przez przejście na Peron 9 i 3/4 wraz ze swymi kuframi i klatkami ze zwierzakami.
-Dean! - Krzyknęła Giny widząc swojego chłopaka.
-Giny! -Zawołał wesoło. I zaczął zbliżać się w ich stronę. Przytulił ją na powitanie. A Hermiona musiała kopnąć Rona w nogę by nie rzucił się z pięściami na Deana. -Hermiona, Harry, Ron Cześć. Jak wam minęły wakacje.
-Mogą być. - Mruknął Ron.
-U mnie było wesoło, ale też trochę smutno i pomimo tego że moi rodzice to mugole wyczuwali że coś się dzieję i nie chcieli bym wracała do Hogwartu. Ale oni jako osoby pozbawione magii nie mają nic do gadania o mojej edukacji. Bo to nie oni wysłali mnie do Hogwartu. Zostałam wybrana.
-Rozumiem. Moi rodzice nic nie podejrzewają że w naszym świecie dzieje się coś niedobrego. Są na to za głupi by się skapnąć. Nie żebym obrażał swoich rodziców. Po prostu oni tak jak większość mugoli nie dostrzega tego co się dzieje dookoła. A jak u ciebie Harry?
-Nie pytaj. Dursley'owie nie mogli się doczekać kiedy się znów wyniosę. Przez cały czas Dudley i jego kumple mi dokuczali a ja nie mogłem nic zrobić. Co prawda gdy trzymałem różdżkę w ręku to Dudley oblewał się zimnym potem ze strachu, a jego kumple się śmiali ze mnie że mam zamiar pokonać ich patykiem. Ale nie wolno nam używać magii poza szkołą do czasu ukończenia szkoły. Nie mógłbym nic zrobić, bo tym razem naprawdę by mnie wylali. A po za tym miesiąc wakacji spędziłem u Rona i Giny i było wesoło i spokojnie. Żadnych krzyków ciotki i wariacji wuja i żadnych docinek kuzyna.
-Dobra to my idziemy. - Powiedziała wesoło Giny ciągnąc za rękę Deana do pociągu.
-Jak ja go nienawidzę. - Mruknął Ron.
-Ron! Jak możesz to twoja siostra!
-Właśnie dlatego!
-Powinieneś cieszyć się jej szczęściem.
-Jasne. - Mruknął niewyraźnie i również ruszył do pociągu. Hermiona i Harry wymienili spojrzenia i ruszyli za nim. Znaleźli wolny przedział i zajęli go. Chwilę później pociąg zaczął powoli odjeżdżać, zostawiając za sobą Peron 9 i 3/4 oraz Londyn i wyjeżdżając na puste pola i jeziora.
Podczas długiej podróży jak zwykle trójka przyjaciół siedziała razem rozmawiała i śmiała się. Do czasu jak przed ich przedziałem przeszła Giny i Dean obściskując się, całując i śmiejąc. Ron znów wpadł w szał i zaczął wyzywać Deana, Hermiona próbowała mu przemówić do rozumu że Dean jej nie skrzywdzi, jest miłym chłopakiem. Znają go od sześciu lat i że Ron i Harry dzielą z nim dormitorium więc nic złego stać się nie może. Ale Ron jej nie słuchał. Więc zdenerwowana Gryfonka wzięła swoją książkę którą teraz trzymała zamkniętą na kolanach i wyszła z przedziału. I ruszyła w przeciwną stronę niż siostra jej przyjaciela z chłopakiem. Przechodziła przez kolejne wagony, poszła na sam koniec pociągu otworzyła ostatnie drzwi i wyszła na coś ala mały taras w pociągu. Nie wiedziała jak to się nazywa. Nie interesują ją pociągi i ich budowa.
Nigdy wcześniej tu nie byłam. Pomyślała. Tu jest taki piękny widok. Uśmiechnęła się. Było ciemno i pochmurno pomimo tego że jest koło czternastej, spojrzała w niebo i poczuła coś dziwnego. Nie potrafiła tego wyjaśnić. Stała tak i patrzyła dalej w niebo aż usłyszała głos. Nie wiedziała kto mówi, nie wiedziała co mówi, nie wiedziała skąd dochodzi ten głos. Wiedziała że ktoś coś do niej mówi, rozumiała go, ale gdyby miała komuś powtórzyć nie wiedziała by co. W świecie magicznym widziała i słyszała już wiele. Ale czegoś takiego nigdy. Po chwili straciła przytomność.

Gdy się obudziła stwierdziła że nie mogło minąć dużo czasu, inaczej ktoś by już ją znalazł. Inaczej byli by już blisko zamku, a tym czasem do zamku wciąż daleko. Usiadła i oparła się plecami o wagon wciąż siedząc na metalowej podłodze pociągu znajdującego się z zewnętrznej strony.
Trochę świeżego powietrza. Tego mi było trzeba. Ale co to było? To co się wydarzyło kilka chwil temu?
Siedziała tak i rozmyślała nad różnymi sprawami i nagle usłyszała dobrze jej znany głos.
-I co o tym sądzisz?
-Nada się.
-Jesteś pewien?
-Jak niczego innego w swoim życiu.
-Mam nadzieję inaczej będziesz miał problemy. Uwierz mi. Już ja się o to postaram.
-Wierzę stary. A ty powinieneś uwierzyć w to że to się uda i niema się czego bać. To jest nie groźne. Będziesz zadowolony z efektów naprawdę.
-A co z tym?
-Z czym?
-A co ja trzymam w ręce?
-A to. Niema się co martwić. Użyjesz tego w odpowiedniej chwili. Oni się w ogóle nie zorientują.
-Mam nadzieję. A teraz zostaw mnie samego.
-Jak chcesz. - Usłyszała oddalające się kroki i trzask drzwi. Chwilę później druga osoba nacisnęła klamkę w celu otworzenia drzwi na zewnątrz pociągu. I w tej chwili poczuła pieczenie w okolicach brzucha i klatki piersiowej. Chciała krzyczeć a nie mogła. Żaden dźwięk nie wychodził z jej ust. Nad jej ciałem zaczęła unosić się fioletowa mgiełka. Jej twarz wykrzywiła się w grymasie bólu. Oczy były wywrócone do tyłu tak że każdy kto spojrzy na jej twarz zobaczy białka jej oczu zamiast źrenic i brązowej tęczówki.

**********

Draco Malfoy obserwował jak jego przyjaciel opuszcza wagon drzwiami którymi tu weszli. Gdy Blaise zamknął za sobą drzwi Draco otworzył te przy których stał. Musiał zaczerpnąć trochę świeżego powietrza. Przeszedł prze próg i jego uwagę przykuło dziwne fioletowe światło dobiegające z jego lewej strony, zamknął drzwi i ujrzał na ziemi siedzącą Gryfonkę, miała szeroko otwarte usta jakby chciała krzyczeć, ale do Draco nie dochodził żaden dźwięk prócz hałasu pociągu, jej twarz wyrażał ogromny ból. Jej ciało było owiane fioletową mgłą. Zbliżył się do niej powoli.
-Granger! Co ty robisz?! - Powiedział swoim pogardliwym głosem jakim zawsze zwracał się do Gryfonów. Ona nie odpowiedziała, nie spojrzała na niego ani nawet nie mrugnęła. - Ej Granger! - Zrobił krok do tyłu by wejść znów do pociągu, chciał już złapać drzwi ale te nagle same się zamknęły. Załapał za klamkę ani drgnęły. - Alohomora! - Krzyknął. Nie podziałało. - Co to ma znaczyć?! - Krzyknął sam nie wiedział do kogo. Nagle poczuł jak przeszywa go chłód. Odwrócił się. Nie było tam nikogo. A Hermiona wciąż siedząc na podłodze teraz zaczęła się trząść. Nagle i jego spowiła fioletowa mgła. - Co to ma znaczyć?! Wiesz kim jestem?! Pokaż się! - Wrzeszczał sam nie wiedział do kogo. Nikogo tu nie było. Prócz niego i na wpół przytomnej Hermiony. Nagle poczuł jak jego brzuch przeszywa wielki ból, po chwili również zaczęła boleć go głowa. Upadł na kolana. Wygiął się do tyłu i on otworzył usta uwalniając krzyk, lecz żaden dźwięk nie wyszedł z jego ust. Jego twarz zaczęła wykrzywiać się w grymasie bólu a po chwili również jego oczy wywróciły się białkami do przodu tak jak Hermionie.

---------------------------------------------&&&-----------------------------------------

Mam nadzieję że rozdział się podoba. Czekam na wasze komentarze.
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz

-----------------------------------&&&------------------------------