sobota, 4 lipca 2015

Rozdział 7

Kolejne dni mijały pozornie spokojnie. Oboje próbowali unikać niebezpieczeństw, bo jedno zrobi coś źle cierpią oboje. Hermiona przesypiała większość nocy, ale ciągle budziła się cała zlana potem. Draco przestał miewać koszmary, ale bał się że ta mgła zaraz się pojawi i sprawi mu ból. Jego strach był tak mocny, że mimo tego iż nie miewał już koszmarów pocił się tak samo mocno jakby wciąż je śnił. Ale wszyscy wiemy że długo dobrze być nie mogło.

Pewnego dnia na jednym z rzadziej używanych korytarzy Crabbe i Goyle znęcali się nad pewną Krukonką z czwartej klasy.
-Crabbe! Goyle! Co wy wyprawiacie?! - Wrzasnął Draco, który nie wiadomo skąd znalazł się na tym korytarzu.
-Malfoy! Co ty znów odwalasz?! - Za swoimi plecami Draco usłyszał tak dobrze mu znany głos.
-Potter! - Wycedził. - A co cię obchodzi moje życie?!
-Kto tam leży?! Nad kim się znów znęcałeś co?!
-Harry nie warto. - Szepnęła spanikowana Hermiona. Rzuciła szybkie spojrzenie na Malfoy'a, jego oczy błyszczały w dziwny sposób.
-Nie pozwolę byś krzywdził niewinnych! Wraz ze swymi kumplami łajdakami! Drętwota! - Hermiona się cała napięła na szczęście Draco zdążył uchylić się przed zaklęciem. - Drętwota! - Draco znów się schylił, ale oberwał Goyle.
-Ała! - Wrzasnął swoim grubym głosem.
-Zwijamy się! - Wrzasnął Crabbe podnosząc kumpla i uciekając. - Malfoy! - Wrzasnął i zniknęli na zakręcie, chwilę później ich głosy ucichły w oddali.
-Harry nie!
-Nie wtrącaj się Miona! - Odepchnął ją na bok. - Drętwota! - Draco znów się uchylił, a ze ściany posypało się trochę tynku. Dziewczyna leżąca na podłodze, podniosła się i uciekła. Gdy Harry chciał kolejny raz rzucić zaklęcie Hermiona wybiegła przed niego stając wprost na linii ognia, zasłaniając swoim ciałem Malfoy'a stając twarzą do Harry'ego. Rozciągnęła ręce na bok dając tym znak że będzie bronić osobę stojącą za nią. - Hermiona co ty robisz?! - Wrzasnął wściekły.
-Ratuje ci życie!
-Odsuń się! Czemu go bronisz?!
-To tylko chłopak!
-Odsuń się!
-Nie! Harry nie widzisz co się z tobą dzieję?!
-Od kiedy jesteś taka miła i łaskawa dla Malfoy'a?! - Milczała. - No odpowiedz! - Wrzasnął a ona podskoczyła.
-Harry nie widzisz co się z tobą dzieje?!
-Nic się ze mną dzieje!
-Właśnie widzę! Harry spójrz na siebie! Wyglądasz jakbyś oszalał!
-Śmieszna jesteś!
-Nie to ty jesteś! I to twoje zachowanie! Nie przypominasz tego chłopaka którego znam od tylu lat!
-Może już nim nie jestem!
-Harry!
-Co w ciebie wstąpiło Miona?! - Wrzasnął i opuścił różdżkę, schował ją w kieszeń i ruszył w ich stronę. - Zmieniłaś się wiesz? - Powiedział ciszej, ale wciąż wściekłym tonem.
-Nie. To ty się zmieniłeś. - Szepnęła. Harry wyminął ich i bez słowa skręcił w prawo na końcu korytarza idąc dalej samemu. Nie miał ochoty już na towarzystwo Hermiony. Ona odwróciła się za nim. I chwilę patrzyła w miejsce w którym przed chwilą zniknął. Gdy jego kroki ucichły odezwała się. - Malfoy co ty odwalasz?
-To nie ja. Crabbe i Goyle się nad nią znęcali, przyszedłem tu chwilę przed wami i zadałem im to samo pytanie co ty przed chwilą. - Przez chwili obrzucali się piorunującymi spojrzeniami.
Tak dobrze ... Brońcie jedno drugiego ... Takie jest wasze ... Musicie ... Pamiętajcie o tym ... Poznajcie w końcu swe przeznaczenie ... Wasze serca są czyste ...
Znów usłyszeli ten głos pojawiła się między nimi ta dziwna fioletowa mgła. Zaczęła się między nimi unosić. Wraz z ostatnimi słowami mgła przeleciała przez ich serca. Wleciała przez plecy Hermiony, a wyleciała przez plecy Draco, gdyż stali na przeciwko siebie. Głos nagle ucichł, mgła powoli zaczęła znikać, i niespodziewanie poczuli chłód w całym ciele i odrętwienie całego ciała. Upadli na kolana, głowa zaczęła ich niemiłosiernie boleć, rozsadzać, w uszach zaczęło im świszczeć i dzwonić. I nagle upadli na posadzkę jakby ulotniło się z nich życie, przez chwilę się nie ruszali, ale nie minęła minuta a zaczęli się trząść.

Po dwóch dniach oboje obudzili się w skrzydle szpitalny, pani Pomfrey szybko stanęła między ich łóżkami.
-No wreszcie się obudziliście. Co się stało tam na korytarzu? Nie możemy znaleźć przyczyn waszego zachowania, waszej utraty przytomności oraz krwawienia, waszych ran. Nie chcą się zagoić. To nie wy mogliście sobie to zrobić, gdyż wasze różdżki były schowane, ale dla pewności zostały sprawdzone ostatnie rzucane przez was zaklęcia i wniosek jest taki, że ostatnimi są zaklęcia z lekcji Transmutacji które ćwiczyliście tego dnia. Kto wam to zrobił? Kto was zaatakował? Ta biedna dziewczyna Cherley powiedziała że Crabbe i Goyle ją zadręczali, wtedy zjawiłeś się ty, a chwilę po tobie Hermiona z Harrym. Harry się zdenerwował i zaczął rzucać zaklęciami. Cała trójka już została ukarana. Ty Draco nie jesteś winny. Ale co się tam wydarzyło? Mówcie śmiało.
-Ja ... My ... Nie pamiętam. Ostatnie co wiem to że stanęłam między Harrym a Draco, później Harry odszedł i zadałam Malfoy'owi pytanie "Co on sobie myśli, czy co robi?" Miałam na myśli tę dziewczynę. Też myślałam że to on, ale nie miał w dłoni różdżki, więc pomyślałam że kazał tym dwóm to zrobić. I nie chciałam pozwolić by Harry wpakował się w tarapaty.
-A ty co pamiętasz Draco? - Pani Pomfrey przeniosła swój wzrok z Hermiony na Dracona.
-Tyle samo. Przyszedłem zobaczyłem tych dwóch stojących nad Krukonką, zjawiła się ona i Potter. Ten wpadł w szał zaczął ciskać zaklęciami. Ona stanęła między nami. On zaczął wrzeszczeć i odszedł. Wtedy ona się wydarła coś w stylu "Co ty robisz?" i więcej nie wiem. Pustka.
-Ojeny to niedobrze. Zostaniecie przez kilka dni tutaj. Nie wychodźcie z łóżek i leżcie spokojnie. Musicie wypoczywać.
-A mówiła pani o jakiś ranach. Co to znaczy?
-Jesteście pokaleczeni. Na rękach, nogach i brzuchu, a wasze rany nie chcą przestać krwawić. Dlatego musicie spokojnie leżeć w łóżku inaczej będzie znacznie gorzej i się wykrwawicie. Idę powiadomić Dumbledore'a że się przebudziliście. Jak tylko sobie coś przypomnicie powiedzcie mi dobrze.
-Jak długo byliśmy nie przytomni? - Spytał Malfoy.
-Dwa dni. - Powiedziała i wyszła ze skrzydła szpitalnego. Dopiero teraz zauważyłam że na moich rękach znajdują się opatrunki.
-Głowa mi pęka.
-Nie tylko tobie.
-Co się właściwie stało?
-A skąd mam to wiedzieć Granger.
-Pojawiła się mgła.
-I znów był ten głos. Słowa wyjęte z kontekstu.
-Mgła przeszywająca nasze serca.
-I nagły ból głowy.
-A po chwili w całym ciele. I upadek na kolana.
-Dzwonienie w uszach i utrata przytomności.
-To się nie trzyma całości. O co tu chodzi?
-Mam nadzieje że szybko się tego dowiemy. I pozbędziemy tego czymkolwiek to jest od nas.
-Tak.

--------------------------&&&---------------------------
Jak się podoba rozdział?
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz
-------------------&&&---------------------