niedziela, 27 września 2015

Rozdział 10

Draco w skrzydle szpitalnym spędził tydzień. Hermiona przez ten czas czuła się tak samo słabo co Draco. Chodziła na zajęcia, posiłki, a cały wolny czas spędzała leżąc w łóżku. Po opuszczeniu przez Draco skrzydła szpitalnego przez kilka dni oboje byli jeszcze słabi i zmęczeni. Oboje ucierpieli, a tylko jedno się leczyło.

Był piętnasty październik a zima przyszła szybciej niżby się wszystkim mogło zdawać pierwszy wypad do wioski Hogsmeade, a trójka przyjaciół wybrała się do niej.
-Od początku chodzisz z tą książką. Praktycznie z nią śpisz. I nie chcesz się dowiedzieć kim jest ten Książę Półkrwi. - Powiedziała Hermiona.
-Nigdy nie mówiłem że nie chce się dowiedzieć. I nie śpię z nią.
-Ale to prawda. Ja za nim zasnę lubię pogadać. A ty siedzisz z nosem w książce. Zupełnie jak Hermiona. - Rzekł Ron.
-Byłam bardzo ciekawa więc poszłam ...
-Do biblioteki. - Dokończyli oboje.
-No i co? - Spytał Harry.
-No i nico. Nigdzie nie znalazłam w ogóle żadnej wzmianki o Księciu Półkrwi.
-I dobrze sprawa zamknięta.
-Filiusie miałem nadzieję że spotkam cię w Trzech Miotłach! - Usłyszeli przed sobą krzyk profesora Slughorna.
-Nie, wzywają mnie na niespodziewaną próbę chóru.
-Może pójdziemy na małe piwko? - Zaproponował po chwili Harry.


W tym samym czasie Draco wchodził już właśnie do Trzech Mioteł. Czaił się przy łazienkach na nadarzającą się okazję. Długo czekać nie musiał. Madame Rosmerta wychodziła właśnie z toalety.
-Imperius! - Draco rzucił na nią zaklęcia. - Dasz to Katie Bell, a ona ma to przekazać Dumbledore'owi. Jasne? A teraz odejdź. - Powiedział a ona odeszła. Malfoy postanowił że odczeka chwilę za nim wyjdzie.


-O nie nie tylko nie tam. Chodźcie tu. - Powiedział Harry. - Usiądź koło mnie. - Powiedział do Rona.
-Okej.
-Coś do picia? - Spytał kelner.
-Trzy piwa kremowe jedno z imbirem proszę. - Powiedziała Hermiona. Harry zauważył Malfoy'a wychodzącego z pub'u.
-A niech to szlak. - Jęknął Ron. Widząc w koncie siedzących Giny i Dean'a. - Śliski gamoń.
-Spokojnie tylko trzymają się za ręce. I całują. - Dodała po chwili.
-Ja wychodzę.
-Co?! Chyba żartujesz.
-Ale to jest moja siostra.
-I co? A gdyby zobaczyła że my się całujemy to myślisz że by wstała i wyszła? - Powiedziała i napiła się piwa które chwilę wcześniej zostało im przyniesione.
-Harry mój drogi!
-Dzień dobry miło pana widzieć. - Powiedział Harry i wstał.
-I ciebie także.
-Co pana sprowadza?
-Przychodzę do Trzech Mioteł od wielu lat. Znacznie dłużej niż bym sobie życzył. Jeszcze pamiętam kiedy to była Jedna Miotła. - Powiedział i machnął ręką a zawartość jego kufla wylała się na Hermionę. - Oo! Uwaga panno Granger! Słuchaj chłopcze. W dawnych czasach organizowałem u siebie takie małe przyjęcia dla kilku wybranych uczniów. Dasz się zaprosić?
-Ee Będzie to dla mnie wielki zaszczyt.
-Panna Granger też przyjdzie? - Zwrócił się do niej.
-Z wielką radością. - Odparła po tym jak szybko przełknęła łyk piwa.
-Świetnie! Wypatrujcie mojej sowy. Ooo Dzień dobry Wallenby. - Zwrócił się do Rona i odszedł.
-Co to było? - Spytał Ron.
-Dumbledore chciał żebym to zrobił.
-A dlaczego niby?
-Tego nie wiem. Wiesz może to jest ważne. Jakby nie było to by nie prosił.
Hermiona w tym momencie dopiła całe swoje piwo.
-Ee Coś tu ... chyba ... - Ron powiedział nieśmiało i wskazał na miejsce pod nosem. Hermiona szybko wytarła twarz.

Jakiś czas później wyszli z Trzech Mioteł i kierowali się w stronę zamku.
-Harry słyszałeś co mówiła o mnie, o niej i o całowaniu? Hmm też coś. - Mruknął po chwili i dogonili razem Hermionę, a ta zarzuciła im ręce na szyję idąc pomiędzy nimi.
-Aaaaa! - Krzyknęła Leanne. - Ostrzegałam ją! - Krzyknęła wskazując na leżącą na śniegu Katie. - Mówiłam żeby nie ruszała! - Nagle jakaś siła zaczęła szarpać Katie po śniegu na prawo i lewo a po chwili uniosła się w górę na parę sekund i opadła z wielką siłą na ziemie. Zaczęła się trząść.
-Nie podchodźcie! - Usłyszeli za sobą Hagrida. - Odsuńcie się! - Podszedł do nieprzytomnej Katie i podniósł ją. Harry zbliżył się do leżącego blisko nich otwartego pakunku. - Nie dotykajcie tego! No chyba że przez coś. Zrozumieliście? - Na śniegu leżał Czarny medalion z wieloma niebieskimi brylantami i czarne pudełko oraz brązowy papier w który musiał być wcześniej ten medalion zapakowany.

Godzinę później w gabinecie profesor McGonagall stała cała czwórka Harry, Ron, Hermiona i Leanne
-Widziałaś czy Katie miała go już ze sobą kiedy wchodziłyście do Trzech Mioteł? - Spytała McGonagall Leanne.
-Naturalnie. Poszła wtedy do toalety, a kiedy wróciła trzymała tę paczkę. Coś mówiła że musi ją komuś dać.
-Czy powiedziała komu?
-Profesorowi Dumbledore'owi.
-Bardzo ci dziękuję Leanne możesz iść. - Leanne odeszła. - Dlaczego, gdy dzieje się coś złego to zawsze akurat wy tam jesteście?
-Pani profesor ja zadaje sobie to samo pytanie już od sześciu lat. - Powiedział Ron.
-O! Severus! - Profesor Snape wszedł do gabinetu. Wyciągnął różdżkę i wskazał nią na leżący medalion na biurku McGonagall i uniósł go w powietrze zaklęciem. - Co ty na to? - Spytała.
-Zdaje się że panna Bell, nie wie ile miała szczęścia.
-Trafił ją urok tak? - Spytał Harry. - Znamy ją przecież nie od dziś. Nie skrzywdziłaby muchy. Jeśli niosła to profesorowi Dumbledore'owi nie robiła tego świadomie.
-Tak to był urok. - Powiedziała McGonagall.
-To był Malfoy. - Powiedział Harry. A Ron i Hermiona spojrzeli na niego z szokiem.
-Myślę że to jest bardzo poważne oskarżenie Potter. - Powiedziała powoli McGonagall.
-Rzeczywiście. - Odparł Snape. - Masz dowody?
-Ja to wiem.
-Ty to wiesz? Zadziwia mnie Potter twój talent o którym większość zaledwie tylko mogłaby śnić. Jest zapewne cudowne jest być tym sławnym Wybrańcem. - McGonagall spojrzała lekko skołowana na kolegę.
-No a teraz wracajcie do siebie. Wszyscy! - Gdy opuścili już gabinet profesor McGonagall Hermiona odezwała się.
-Idźcie, ja zaraz przyjdę. - Powiedziała i ruszyła w przeciwną stronę. Nie wiedziała gdzie idzie, po prostu czuła że musi gdzieś iść, jakby ją coś wzywało. Szła coraz szybciej w końcu zaczęła biec. Wbiegł do komnaty na trzecim piętrze w której w pierwszej klasie siedział Puszek i pilnował klapy do tajnego wejścia gdzie Dumbledore ukrył Kamień Filozoficzny. Dziś ta komnata była pusta. Gdy tylko drzwi za Hermioną zamknęły się ona poczuła jakby coś ją ściskało w brzuchu, poczuła strach i zaczęła panikować. Chciała wyjść, ale drzwi były zablokowane. Żadne zaklęcie na nie nie działało. Ani Alohomora! Ani Sezam Materio! Czuła się przytłoczona, osaczona, pomimo tego że znajdowało się tutaj dużo przestrzeni. Po chwili drzwi się otworzyły a do komnaty wpadł Draco.
-Nie! - Krzyknęła i ruszyła w stronę drzwi, ale te zdążyły się zamknąć. Byli uwięzieni.
-Co się dzieje? - Spytał. - Czemu tu przyszedłem? Czułaś to samo? Coś jakby ...
-Wezwanie. - Dokończyła za niego.
-Tak. Ale co to ... - Nie dokończył.
CO TY ROBISZ ... NIE MOŻESZ ... POPRAW SIĘ ... STAĆ WAS NA WIĘCEJ ... JESTEŚCIE LEPSI ... BROŃCIE SIĘ ... OCHRANIAJCIE WZAJEMNIE ... NIE WALCZCIE ... NIE KRZYWDŹCIE ... NIEEEEEE ... ZAPŁACICIE ZA TO ...
Usłyszeli okropny krzyk. Znów ten sam głos, ale tym razem krzyk, donośny, odbijający się echem od ścian. Po ostatnich słowach na środku sali pojawił się kłębek fioletowej mgły i wciąż rósł. Aż w końcu cała komnata była wypełniona tą mgłą. Draco i Hermiona wtulili się w siebie. Usłyszeli śmiech tej samej osoby która już kilka razy do nich przemówiła. Wystraszyli się jeszcze bardziej. Powoli zaczęło być im duszno. Jakby ta mgła zabierała im tlen. Upadli na podłogę wciąż wtuleni w siebie.

-----------------------------&&&-------------------------
Jak się podoba rozdział? Czekam na wasze opinie.
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz
--------------------&&&----------------