czwartek, 11 czerwca 2015

Rozdział 2

Po jakimś czasie który zdawał się być wiecznością bóle ustały, tętno się wyrównało, oczy wróciły do normalnego wyglądu i Hermiona odzyskała świadomość. Nie miała siły się podnieść. Nie miała na nic siły. Zaczerpnęła głęboko powietrza. Spojrzała w prawo tam wygięty do tyłu klęczał Malfoy. Po chwili opadł bezwładnie uderzając plecami o drzwi i on zaczerpnął głęboko powietrza, powoli spojrzał w jej stronę. Chciał już coś powiedzieć ale ujrzał w jej oczach strach oraz odbicie swojej twarzy w której również gościł strach. Powstrzymał się od złośliwego komentarza i łagodnie spytał.
-Co to było?
-Nie mam pojęcia. - Szepnęła, ale on ją usłyszał. - Pojawiło się nagle, tak znikąd. Ból rozprzestrzeniał się na całe ciało, chciałam krzyczeć ale nie mogłam, widziałam ciemność ...
-czułem zimno i strach, swój własny jak i czyjś inny. Obcy, taki nie ludzki. - Dokończył za nią Draco a ona skinęła głową w potwierdzeniu. - Jak myślisz jak długo potrwa ten paraliż?
-Nie wiem. Ale boję się że cokolwiek to było wróci. - Powiedziała i spojrzała przed siebie. Wpatrywała się w szybko oddalający się krajobraz. Milczeli przez blisko godzinę. Dopóki Hermiona nie zaczęła krzyczeć z bólu i wykrzywiać ciało pod niewyobrażalnymi kątami.
-Granger co się dzieje?! - Odpowiedziała mu jeszcze głośniejszym krzykiem. Próbował się ruszyć ale nie mógł nic zrobić. Po chwili i on zaczął krzyczeć i wyginać ciało pod niemożliwymi kątami. Coś uniosło ich lekko w powietrze przez co uderzyli w barierkę całym ciałem co wywołało u nich jeszcze większy ból. Upadli na podłogę leżąc blisko siebie. Ból zaczął ustępować. Zaczęli powoli odzyskiwać władzę nad ciałem. Gdy bóle ustały szybko podnieśli się z podłogi doskoczyli do drzwi próbowali je otworzyć ale nic z tego. Oboje przerażeni, spanikowani nie wiedząc co robią wtulili się w siebie patrząc na oddalające się drzewa. Pojawiła się fioletowa mgła, powoli zaczęła formować się w jakiś podobny kształt. I po chwili przed nimi na wysokości metra unosiła się kobieta w długiej sukni i długich włosach ulepiona z fioletowej mgły. Oboje wrzasnęli. Ona uśmiechnęła się do nich. Zawiał wiatr a ona rozmyła się. Drzwi się nagle otworzyły do środka, po mimo tego że zawsze otwierają się na zewnątrz i wpadli do wagonu wciąż obejmując się. Leżeli przez chwilę na podłodze wpatrując się w miejsce w którym chwile temu unosił się dziwny duch kobiety czy cokolwiek to było. Odwrócili głowy by spojrzeć w głąb wagonu. Wagon był pusty. Wstali z podłogi a drzwi same się zamknęły. Draco powoli podszedł do nich i pociągnął do siebie. Drzwi ani drgnęły. Popchnął je i otworzyły się. Szybko je zatrzasnął i cofnął się.
-Jak myślisz co to mogło być? - Spojrzał na nią.
-Nie mam pojęcia. Ale cokolwiek to było chyba nie życzyło nam dobrze. - Powiedziała i spojrzała na niego.
-Nie mówmy o tym nikomu zgoda? O tym co się tu stało. Najlepiej zapomnijmy że w ogóle coś się wydarzyło. - Powiedział i zaczął iść w stronę drzwi po drugiej stronie wagonu. Otworzył je i szybko opuścił to miejsce. Hermiona jeszcze raz spojrzał za siebie na drzwi i tam gdzie wcześniej unosiła się postać z fioletowej mgły i również ruszyła do wyjścia by wrócić do przyjaciół.
Weszła do przedziału a Harry od razu zapytał.
-Gdzie poszłaś?
-Byłam się przejść. - Odpowiedziała a Harry uśmiechnął się do niej. - Która godzina?
-Czternasta trzydzieści. Jeszcze daleko do Hogwartu. - Odpowiedział Harry
Co? Czternasta trzydzieści? Niemożliwe. Nie było mnie dobre dwie godziny. A tym czasem minęło niecałe trzydzieści minut. - Powiedziała do siebie w myślach. Otworzyła książkę i zaczęła dalej czytać, nie rozpamiętując tego co się wydarzyło. Ale nie mogła się skupić na książce. Już dwudziesty raz czytała to samo zdanie. Zatrzasnęła książkę i schowała ją w torbę i przekładając ją przez ramię wstała i znów opuściła przedział. Zanim wyszła usłyszała pytanie Rona.
-A ty znowu gdzie?
Nie odpowiedziała mu tylko wyszła, tym razem skręciła w prawo. Resztę drogi spędziła na korytarzu. Nie chciała z nikim rozmawiać. Do zamku pojechała wraz z czwartoklasistami z Huffelpuffu. Do zamku weszła jako jedna z pierwszych gdyż ostatnie godziny podróży spędziła w drugim wagonie za raz za lokomotywą. Ron i Giny szybko znaleźli się w Zamku, zaraz za nimi szedł Dean, Seamus i Neville.
-Gdzie Harry? - Spytała Hermiona.
-Nie wiem. Wyszedł jakieś dwie godziny po tobie i już nie wrócił tak jak ty. Pomyśleliśmy z Giny że pewnie już tu jesteście.
-Ale jak widać go niema. - Powiedziała Hermiona.
-To gdzie on jest? - Spytała Giny. Ale nikt nie odpowiedział.
Przyszedł czas na przydział kolejnych pierwszoroczniaków. McGonagall skończyła czytać listę, Tiara ostatni raz krzyknęła SLYTHERIN a Harry'ego wciąż nie było. Na stołach pojawiło się jedzenie i wszyscy zaczęli jeść. Wszyscy prócz Hermiony i Giny które martwiły się o przyjaciela. Po jakimś czasie Hermiona nie wytrzymała i uderzając kilka razy w ramię Rona powiedziała głośno.
-Jak możesz spokojnie jeść! Twój przyjaciel zniknął!
-Lepiej się odwróć. - Powiedział Ron kiwając głową w stronę Drzwi. Próg wielkiej sali właśnie przekroczył Harry i Luna.
-Jest cały we krwi. - Powiedziała Giny. - Co mu się znowu przydarzyło?
-Tym razem to jego krew. -Powiedział Ron.
-Gdzie ty byłeś? I co z twoją twarzą? - Spytała zdenerwowana Hermiona.
-Później. A co mówili? - Spytał Harry.
-Tiara jak zwykle kazała wszystkim się jednoczyć w obliczu zagrożenia. A co ona tam wie? Przecież to czapka. - Odpowiedział Ron.
-Przede wszystkim chciałem was powitać. Ale także pragnę wam przedstawić waszego nowego nauczyciela. Horacego Slughorna. Profesor Slughorn był tak miły że zgodził się poprowadzić zajęcia z Eliksirów. Natomiast Obrony Przed Czarną Magią w tym roku będzie was uczyć profesor Snape. Jak zauważyliście każdy z was został przeszukany przed wejściem do szkoły i macie prawo wiedzieć dlaczego. Kiedyś był tu młody człowiek który jak wy siedział w tej samej sali, chodził tymi samymi korytarzami, spał pod tym samym dachem. Wszystkim wydawało się że jest uczniem takim jak wy nazywał się Tom Riddle. Dziś niestety znany jest na świecie pod innym imieniem dlatego właśnie gdy tu stoję i spoglądam na wasze twarze nie mogę zapomnieć o pewnym fakcie. Każdego dnia, w każdej godzinie, możliwe nawet że w tej chwili mroczne moce próbują przeniknąć przez ściany tego zamku. Jeśli im się uda ich największa broń to wy. Warto to przemyśleć. Teraz do łóżek biegiem.
-Pocieszające. - Skomentował mowę dyrektora Ron. Wszyscy w ciszy udali się do swoich dormitoriów. Hermiona długo nie mogła zasnąć wiercąc się z boku na bok. Wciąż rozmyślając o tym co się wydarzyło w pociągu.


Tak samo osiem pięter niżej w lochach na jednym z łóżek wiercił się pewien Ślizgon nie mogąc zasnąć. Co zamknął oczy widział fioletową mgłę formującą się w postać kobiety, czuł ból na całym ciele. Tym razem nie świętował ze wszystkimi Ślizgonami początku kolejnego roku szkoły. Po uczcie zamknął się od razu w swoim prywatnym dormitorium. Wciąż myślał o tym co się wydarzyło. Co było dziwne nie czuł wstrętu do Granger że się w nią wtulał i rozmawiał jak z kimś normalnym. Nie wiedział co to miało znaczyć i czemu miało służyć. Chciał o tym zapomnieć ale nie potrafił. Ta mgła. Ten przeszywający ostry ból w całym ciele. Na same wspomnienia zaczął oblewać się zimnym potem. Ze strachu że to się powtórzy. I automatycznie w jego umyśle pokazała się myśl "Jeśli Granger będzie przy mnie będzie lepiej. Będziemy oboje bezpieczni." Skąd się wzięła ta myśl nie miał pojęcia. Po parunastu minutach kłótni z samym sobą zasnął. Sam nawet nie spostrzegł się kiedy.

-------------------------------------&&&---------------------------------------
Mam nadzięję że rozdział się podoba, czekam na waszą opinię w komentarzach.
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz
---------------------------&&&-----------------------------

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz