środa, 10 czerwca 2015

Rozdział 1

Szła roześmiana wraz ze swymi przyjaciółmi Giny, Ronem i Harrym. Właśnie skończyły się wakacje i czas wracać do Hogwartu. W czwórkę przebiegli przez przejście na Peron 9 i 3/4 wraz ze swymi kuframi i klatkami ze zwierzakami.
-Dean! - Krzyknęła Giny widząc swojego chłopaka.
-Giny! -Zawołał wesoło. I zaczął zbliżać się w ich stronę. Przytulił ją na powitanie. A Hermiona musiała kopnąć Rona w nogę by nie rzucił się z pięściami na Deana. -Hermiona, Harry, Ron Cześć. Jak wam minęły wakacje.
-Mogą być. - Mruknął Ron.
-U mnie było wesoło, ale też trochę smutno i pomimo tego że moi rodzice to mugole wyczuwali że coś się dzieję i nie chcieli bym wracała do Hogwartu. Ale oni jako osoby pozbawione magii nie mają nic do gadania o mojej edukacji. Bo to nie oni wysłali mnie do Hogwartu. Zostałam wybrana.
-Rozumiem. Moi rodzice nic nie podejrzewają że w naszym świecie dzieje się coś niedobrego. Są na to za głupi by się skapnąć. Nie żebym obrażał swoich rodziców. Po prostu oni tak jak większość mugoli nie dostrzega tego co się dzieje dookoła. A jak u ciebie Harry?
-Nie pytaj. Dursley'owie nie mogli się doczekać kiedy się znów wyniosę. Przez cały czas Dudley i jego kumple mi dokuczali a ja nie mogłem nic zrobić. Co prawda gdy trzymałem różdżkę w ręku to Dudley oblewał się zimnym potem ze strachu, a jego kumple się śmiali ze mnie że mam zamiar pokonać ich patykiem. Ale nie wolno nam używać magii poza szkołą do czasu ukończenia szkoły. Nie mógłbym nic zrobić, bo tym razem naprawdę by mnie wylali. A po za tym miesiąc wakacji spędziłem u Rona i Giny i było wesoło i spokojnie. Żadnych krzyków ciotki i wariacji wuja i żadnych docinek kuzyna.
-Dobra to my idziemy. - Powiedziała wesoło Giny ciągnąc za rękę Deana do pociągu.
-Jak ja go nienawidzę. - Mruknął Ron.
-Ron! Jak możesz to twoja siostra!
-Właśnie dlatego!
-Powinieneś cieszyć się jej szczęściem.
-Jasne. - Mruknął niewyraźnie i również ruszył do pociągu. Hermiona i Harry wymienili spojrzenia i ruszyli za nim. Znaleźli wolny przedział i zajęli go. Chwilę później pociąg zaczął powoli odjeżdżać, zostawiając za sobą Peron 9 i 3/4 oraz Londyn i wyjeżdżając na puste pola i jeziora.
Podczas długiej podróży jak zwykle trójka przyjaciół siedziała razem rozmawiała i śmiała się. Do czasu jak przed ich przedziałem przeszła Giny i Dean obściskując się, całując i śmiejąc. Ron znów wpadł w szał i zaczął wyzywać Deana, Hermiona próbowała mu przemówić do rozumu że Dean jej nie skrzywdzi, jest miłym chłopakiem. Znają go od sześciu lat i że Ron i Harry dzielą z nim dormitorium więc nic złego stać się nie może. Ale Ron jej nie słuchał. Więc zdenerwowana Gryfonka wzięła swoją książkę którą teraz trzymała zamkniętą na kolanach i wyszła z przedziału. I ruszyła w przeciwną stronę niż siostra jej przyjaciela z chłopakiem. Przechodziła przez kolejne wagony, poszła na sam koniec pociągu otworzyła ostatnie drzwi i wyszła na coś ala mały taras w pociągu. Nie wiedziała jak to się nazywa. Nie interesują ją pociągi i ich budowa.
Nigdy wcześniej tu nie byłam. Pomyślała. Tu jest taki piękny widok. Uśmiechnęła się. Było ciemno i pochmurno pomimo tego że jest koło czternastej, spojrzała w niebo i poczuła coś dziwnego. Nie potrafiła tego wyjaśnić. Stała tak i patrzyła dalej w niebo aż usłyszała głos. Nie wiedziała kto mówi, nie wiedziała co mówi, nie wiedziała skąd dochodzi ten głos. Wiedziała że ktoś coś do niej mówi, rozumiała go, ale gdyby miała komuś powtórzyć nie wiedziała by co. W świecie magicznym widziała i słyszała już wiele. Ale czegoś takiego nigdy. Po chwili straciła przytomność.

Gdy się obudziła stwierdziła że nie mogło minąć dużo czasu, inaczej ktoś by już ją znalazł. Inaczej byli by już blisko zamku, a tym czasem do zamku wciąż daleko. Usiadła i oparła się plecami o wagon wciąż siedząc na metalowej podłodze pociągu znajdującego się z zewnętrznej strony.
Trochę świeżego powietrza. Tego mi było trzeba. Ale co to było? To co się wydarzyło kilka chwil temu?
Siedziała tak i rozmyślała nad różnymi sprawami i nagle usłyszała dobrze jej znany głos.
-I co o tym sądzisz?
-Nada się.
-Jesteś pewien?
-Jak niczego innego w swoim życiu.
-Mam nadzieję inaczej będziesz miał problemy. Uwierz mi. Już ja się o to postaram.
-Wierzę stary. A ty powinieneś uwierzyć w to że to się uda i niema się czego bać. To jest nie groźne. Będziesz zadowolony z efektów naprawdę.
-A co z tym?
-Z czym?
-A co ja trzymam w ręce?
-A to. Niema się co martwić. Użyjesz tego w odpowiedniej chwili. Oni się w ogóle nie zorientują.
-Mam nadzieję. A teraz zostaw mnie samego.
-Jak chcesz. - Usłyszała oddalające się kroki i trzask drzwi. Chwilę później druga osoba nacisnęła klamkę w celu otworzenia drzwi na zewnątrz pociągu. I w tej chwili poczuła pieczenie w okolicach brzucha i klatki piersiowej. Chciała krzyczeć a nie mogła. Żaden dźwięk nie wychodził z jej ust. Nad jej ciałem zaczęła unosić się fioletowa mgiełka. Jej twarz wykrzywiła się w grymasie bólu. Oczy były wywrócone do tyłu tak że każdy kto spojrzy na jej twarz zobaczy białka jej oczu zamiast źrenic i brązowej tęczówki.

**********

Draco Malfoy obserwował jak jego przyjaciel opuszcza wagon drzwiami którymi tu weszli. Gdy Blaise zamknął za sobą drzwi Draco otworzył te przy których stał. Musiał zaczerpnąć trochę świeżego powietrza. Przeszedł prze próg i jego uwagę przykuło dziwne fioletowe światło dobiegające z jego lewej strony, zamknął drzwi i ujrzał na ziemi siedzącą Gryfonkę, miała szeroko otwarte usta jakby chciała krzyczeć, ale do Draco nie dochodził żaden dźwięk prócz hałasu pociągu, jej twarz wyrażał ogromny ból. Jej ciało było owiane fioletową mgłą. Zbliżył się do niej powoli.
-Granger! Co ty robisz?! - Powiedział swoim pogardliwym głosem jakim zawsze zwracał się do Gryfonów. Ona nie odpowiedziała, nie spojrzała na niego ani nawet nie mrugnęła. - Ej Granger! - Zrobił krok do tyłu by wejść znów do pociągu, chciał już złapać drzwi ale te nagle same się zamknęły. Załapał za klamkę ani drgnęły. - Alohomora! - Krzyknął. Nie podziałało. - Co to ma znaczyć?! - Krzyknął sam nie wiedział do kogo. Nagle poczuł jak przeszywa go chłód. Odwrócił się. Nie było tam nikogo. A Hermiona wciąż siedząc na podłodze teraz zaczęła się trząść. Nagle i jego spowiła fioletowa mgła. - Co to ma znaczyć?! Wiesz kim jestem?! Pokaż się! - Wrzeszczał sam nie wiedział do kogo. Nikogo tu nie było. Prócz niego i na wpół przytomnej Hermiony. Nagle poczuł jak jego brzuch przeszywa wielki ból, po chwili również zaczęła boleć go głowa. Upadł na kolana. Wygiął się do tyłu i on otworzył usta uwalniając krzyk, lecz żaden dźwięk nie wyszedł z jego ust. Jego twarz zaczęła wykrzywiać się w grymasie bólu a po chwili również jego oczy wywróciły się białkami do przodu tak jak Hermionie.

---------------------------------------------&&&-----------------------------------------

Mam nadzieję że rozdział się podoba. Czekam na wasze komentarze.
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz

-----------------------------------&&&------------------------------

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz