poniedziałek, 15 czerwca 2015

Rozdział 4

Gdy wszystkie zajęcia się już skończyły Hermiona udała się do biblioteki by sprawdzić czy jest coś napisane na temat tej tajemniczej fioletowej mgły. W bibliotece siedziała aż do kolacji i nic nie znalazła. Poszła na wielką salę, szybko zjadła i wróciła do biblioteki szukać dalej. Ale również nie udało jej się nic znaleźć. W końcu pani Pince musiała ją wyrzucić z biblioteki bo było już późno. Szła wolno korytarzem, zamyślona i wpadła na kogoś.
-Przepraszam, nie chciałam, zamyśliłam się! - Powiedziała szybko. Przed nią stał nie kto inny jak Draco Malfoy. Obrzucił ją spojrzeniem pełnym pogardy i powiedział chłodno.
-Masz szczęście że nic się nie stało. Znalazłaś coś na ten temat?
-Nie. Spędziłam w bibliotece cały czas wolny i nic. Jutro zamierzam dalej szukać. Coś musi być na ten temat powiedziane, napisane gdziekolwiek. Niemożliwe jest przecież żeby coś takiego miało miejsce pierwszy raz.
-Też tak myślę. Ale to zdaje się być właśnie jakby to miało miejsce pierwszy raz w naszym świecie. Inaczej Bins mówiłby cokolwiek na ten temat na swoich nudnych lekcjach ...
-Czyli jednak słuchasz tego co ten stary duch gada.
-Lepsze jest słuchanie jego, niż słuchanie narzekań Crabbe'a i Goyle'a o tym jakie to nudne i niepotrzebne. Odcinam się od nich i słucham Binsa. A mówiąc dalej też Flitwick, McGonagall albo którykolwiek z nauczycieli OPCM powiedziałby coś na ten temat. Nie uważasz? Przecież uczą nas jak walczyć z innymi rasami, stworzeniami. Więc to coś też się do tego zalicza.
Chociaż raz Malfoy wykazał się większą inteligencją, bystrością i rozumem niż ja. Pomyślała.
-Możesz mieć racje. Ale możesz też jej nie mieć.
-Wiem. Dlatego szukaj dalej.
-Czemu tylko ja? To też twoja sprawa.
-Bo zaczęło się od ciebie.
-Gdyby Ron mnie nie zdenerwował i nie poszłabym się przejść mgła by mnie nie zaatakowała. Zaatakowałaby tylko ciebie.
-Skąd wiesz?
-A skąd wiesz że nie?
Oboje milczeli przez chwile rzucając sobie nawzajem wredne spojrzenia.
Po co ja z nią w ogóle rozmawiam? Pytał sam siebie.
Prychnął i wyminął ją.
-No właśnie nie masz pewności! Najlepiej milczeć i uciekać! - Krzyknęła na niego. On momentalnie się odwrócił i już chciał wyciągnąć różdżkę kiedy znów pojawiła się ta tajemnicza fioletowa mgła i oboje zamarli w bezruchu, poczuli straszliwy chłód i pomimo tego że nie mogli się ruszać było widać jak przeszły ich ciarki i się wzdrygnęli. Gdzieś jakby z oddali przebijał się głos. Słowa wyrwane z kontekstu zdań. Nie można było nic zrozumieć. Przestańcie ... Proszę ... Nie jesteście ... Musicie ... Postarajcie się ... Spróbujcie ... I ... To ... Zakończcie to ... Jak najszybciej ... Błagam. Głos nagle ucichł. Oboje opadli na kolana dysząc ciężko.
-Co to do diabła było? - Spytał podnosząc się powoli.
-Nie mam pojęcia. - Odpowiedziała nie mając siły wstać. Wyciągnął w jej stronę dłoń. Spojrzała na niego z niechęcią i obrzydzeniem ale chwyciła jego dłoń, a on pomógł jej wstać.
Dlaczego to robię? Pytali oboje sami siebie w myślach.
On nie wiedział czemu jej pomaga. Czemu czuje chęć obrony jej, pomocy w trudnych sytuacjach.
Ona nie wiedziała czemu przyjmuje jego pomoc. Czemu chce jego pomocy. Czemu chce czuć się przy nim bezpieczna. Czemu chce obronić ich oboje.
Bez słowa odeszli w swoje strony.
-Gdzieś ty była? - Spytał Ron gdy tylko Hermiona przekroczyła próg salonu.
-Ja? W bibliotece.
-Tak długo?
-Zawsze siedzę długo w bibliotece. Jak się w coś zaczytam naprawdę mocno.
-A czego szukałaś w bibliotece? Nawet jeszcze nic nam nie zdążyli zadać.
-Mów za siebie. Zauważ że ja mam więcej przedmiotów niż wy. A Starożytne Runy są na całkiem innym poziomie niż wasze Wróżbiarstwo. Mówiąc inne mam na myśli znacznie wyższe. A teraz dobranoc. - Powiedziała i weszła po schodach do swojego dormitorium.

Była tak zmęczona tego wieczoru że zasnęła niemalże od razu. Ale sen miała tak głęboki i tak przerażający że zlała się cała potem, nie mogła się wybudzić. A gdy w końcu się przebudziła śniadanie właśnie się zaczynało. Dziewczyny jej nie obudziły. Poszła szybko pod prysznic, ubrała się, spakowała torbę i zbiegła na dół. Gdy tylko weszła na salę profesor McGonagal wstała ze swojego miejsca i ruszyła w stronę stołu Gryffindoru.
-Co ty sobie wyobrażasz Panno Granger? Spóźniać się na śniadanie?
-Przepraszam pani profesor źle się czuję.
-Rzeczywiście nie wyglądasz najlepiej. Powinnaś pójść do skrzydła szpitalnego.
-Nie, nie trzeba. Wczoraj mało zjadłam na kolację, a teraz jestem strasznie głodna. To pewnie przez to pani profesor.
-No dobrze. Ale żeby to było ostatni raz panno Granger. Następnym razem pozbawię Gryffindor punktów.
-Dobrze pani profesor. - Odpowiedziała a opiekunka wróciła na swoje miejsce. Harry i Ron przyglądali się jej. Zauważyła również że od stołu Slytherinu przygląda się jej Malfoy. Gdy tylko zorientował się że ona to zauważyła od razu odwrócił wzrok.
Co ty odwalasz Dracon? Pytał sam siebie. Co w ciebie wstąpiło? Przejmujesz się jakąś głupią szlamą. Nic nie wartą mugolaczką. A jednak gdyby nie ona sam byś siedział w tym szambie. Nie wiedziałbym co robić. Kompletnie bym oszalał. A tak ona jest w tym ze mną. Wiem że nie jestem sam i to podnosi mnie na duchu. Tylko czemu cieszę się z powodu tego że tkwię w tym akurat z Granger? Coś mi się w głowie poprzewracało. Oceniał sam siebie w myślach.

---------------------------------&&&--------------------------------
Jest kolejny rozdział. Jak wam się podoba?
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz
-------------------&&&-----------------

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz