niedziela, 23 sierpnia 2015

Rozdział 9

Od ostatniego zdarzenia oboje byli ostrożni co do swoich działań i uczuć. Nic niezwykłego się nie zdarzyło. Mgła też jak na razie się im nie pokazywała.

Dwa tygodnie później Draco ostrożnie szedł korytarzami zamku na siódme piętro. Wszedł do Pokoju Życzeń.
Dziś trzeci październik. Czas w końcu zacząć polecone mi zadanie. Powiedział sobie.
Rozglądał się po zagraconym pokoju podrzucając jabłko w dłoni. W końcu znalazł tego czego tak szukał, zrzucił stary koc z trójkątnej szafy i uśmiechnął się.
-Szafka Zniknięć. - Szepnął do siebie zadowolony. - Czas potrenować. - Otworzył szafkę i położył jabłko w środku i zamknął drzwiczki. - Harmonia Nectere Passus. Harmonia Nectere Passus. Harmonia Nectere Passus.
Draco próbował naprawić szafkę. Spędzał tu cały wolny czas. Dzisiaj nic nie zdziałał po kilku godzinach. Przyjdzie znów. I będzie tak długo i tak często tu przychodził aż w końcu Szafka Zniknięć będzie prawidłowo działać.


W tym samym czasie w pokoju wspólnym Gryfonów przed kominkiem na kanapie siedział Ron, a przed nią na podłodze Hermiona czytająca Proroka Codziennego i Harry przeglądający książkę do Eliksirów, której nie oddał po pierwszej lekcji Eliksirów.
-No wiecie myślałem że już nie wygram. - Mówił Ron komentując sprawdzian do drużyny Quidditcha. - Cormac chyba się nie załamał? A wiesz że on chyba coś do ciebie ma? - Zwrócił się z tym ostatnim pytaniem do Hermiony.
-Jest wredny. - Powiedziała i dalej przeglądała gazetę.
-Znacie takie zaklęcie? Sectumsempra? - Harry podłożył książkę przed twarz Hermiony.
-Nie i nie chce. Jakbyś miał trochę rozumu oddałbyś tę książkę.
-Nie wchodzi w grę jest najlepszy. A nawet lepszy niż ty. Slughorn ma go za geniusza. No co? - Spytał po chwili gdy Hermiona obrzuciła go spojrzeniem.
-A wiadomo czyja to książka? - Hermiona zaczęła się podnosić w stronę przyjaciela. - Daj zobaczę. - Wyciągnęła do niego dłoń.
-Nie! - Harry odpowiedział szybko i wstał na nogi, Hermiona również podniosła się w górę.
-Ale dlaczego?
-Bo okładka jest zniszczona. - Harry zaczął iść tyłem za kanapę, a Miona szła za nim.
-Okładka jest zniszczona? - Zaśmiała się lekko
-Tak. - Giny siedząca na fotelu za Harrym wyrwała mu książkę z ręki i zaczęła cofać się.
-Książę Półkrwi. - Przeczytała.
-Kto?- Spytała Hermiona.
-Tak tu jest napisane. Jest własnością Księcia Półkrwi. - Spojrzały obie na Harry'ego a Giny po chwili rzuciła mu książkę.


Kilka dni później wieczorem na korytarzu zaatakowała ją mgła. Tym razem fioletowa mgła przybrała postać kobiety.
Uważaj ... Zło się zbliża ... Musisz ... Będzie ciężko ... Opłaci się ... Musisz uwierzyć ... Zło czyha w pobliżu na ... Ostrożna ... Czekaj na ... Moment ...
I gdy ten głos umilkł Hermiona poczuła przeszywający ból w okolicach serca.
-Aaaaa! - Zaczęła krzyczeć z bólu upadła na kolana. Po chwili z jej oczu zaczęły lecieć łzy.


-Draco co o tym myślisz?
-Co?
-Znowu mnie nie słuchasz. - Blaise przewrócił oczami, za co Draco zgromił go wzrokiem. - Mówiłem że ...
-Aaaa! - Wydarł się Draco i przyłożył dłoń w okolicach serca.
-Draco co jest?!
-Ja ... Boli. Aaaaaa!
-Draco stary co ci jest?! Draco?! Draco?!
-Znajdź Granger. - Wysapał.
-Co?! Po co tą szlamę?!
-Znajdź ją, wyjaśnię później ... Aaaa!
-Draco?! Draco?!
-Znajdź Granger i zaopiekuj się nią, nie może znów trafić w tym samym czasie co ja do skrzydła. - Mówił ciężko przez zaciśnięte zęby z bólu. - Aaaaaaaa! Na pewno jest gdzieś na korytarzu, gdzie nikogo niema. Aaa! To atakuje gdy jest się samemu.
-Draco?! Co ci odwaliło?! Co atakuje?! Draco?!
-Obiecaj. Wytłumaczę później.
-No dobra dobra! Draco?! Draco?!
Draco po chwili stracił przytomność.  Blaise wybiegł z pustej sali w której obaj siedzieli i pobiegł po pomoc.
-Panie Dyrektorze! - Zawołał gdy zauważył Dumbledore'a schodzącego w dół po schodach. Dyrektor się zatrzymał, a Blaise podbiegł do niego. - Panie Dyrektorze proszę pomóc. - Wysapał.
-Co się stało panie Zabini?
-Chodzi o Draco?
-Co z panem Malfoy'em?
-On ... Nie wiem. Gadaliśmy i nagle zaczął krzyczeć z bólu i stracił przytomność.
-Prowadź. - Powiedział zaniepokojony Dyrektor. Zabini zaprowadził Dyrektora do swojego przyjaciela. Draco leżał na podłodze zwinięty w kłębek, a jego ciało co chwilę drgało niekontrolowanie. Dyrektor zabrał Malfoy'a do skrzydła szpitalnego, a Zabini pobiegł. Przeszukał trzy piętra i dopiero na czwartym w najmniej używanym przez uczniów korytarzu znalazł leżącą na podłodze Hermione.
-Granger! - Krzyknął. - Ocknij się! Co się tu dzieję do cholery?! - Wrzasnął sam nie wiedział do kogo. - Vingarium Leviosa! - Rzucił na Hermionę i zabrał ją do pobliskiej klasy. Położył ją ostrożnie na podłodze. - Colloportus! - Rzucił na drzwi, a te zamknęły się, a otworzyć można je tylko zaklęciem Sezam Materio!
Usiadł na podłodze blisko Gryfonki i oparł o ławkę. Co jakiś czas sprawdzał czy dziewczyna w ogóle żyje. Po dwudziestu minutach Gryfonka otworzyła oczy i podniosła do pozycji siedzącej.
-Wreszcie się ocknęłaś. - Hermiona szybko odwróciła się za siebie skąd dobiegł ją głos Ślizgona. - Spokojnie nie zrobię ci krzywdy. Nie wiem o co chodzi, ale Malfoy kazał mi się tobą zająć i oboje wisicie mi wytłumaczenie tego.
-Co?
-Draco tak po prostu zaczął krzyczeć. Potem powiedział że mam cię znaleźć i nie dopuścić byś trafiła znów w tym samym czasie do skrzydła co on.
-Malfoy jest w skrzydle szpitalnym?
-Prawdopodobnie. Dumbledore go tam zabrał, sam go do niego zaprowadziłem. Nie wiedziałem co robić.

------------------------------&&&----------------------------
Mamy kolejny rozdział. Piszcie jak wam się podoba.
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz
---------------------&&&-----------------

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz