Kilka godzin później do skrzydła szpitalnego wpadł rozgniewany Lucjusz Malfoy i zaniepokojona Narcyza Malfoy. Podbiegli na sam koniec komnaty gdzie za dużym parawanem znajdowały się dwa łóżka. Obrzucili spojrzeniem pełnym obrzydzenia i pogardy Hermione i stanęli pomiędzy jej łóżkiem a łóżkiem swojego syna.
-Draco jak się czujesz? - Spytała kobieta.
-Bywało gorzej. - Odparł od nie chcenia.
-Co się stało? Kto ci to zrobił?
-Nie wiem ojcze. Nikogo nie widziałem. Straciłem przytomność jak jeszcze nie byłem poraniony. To się musiało stać później.
-Jak to możliwe?! Kto do tego dopuścił żeby tak ... Idę porozmawiać z Dumbledore'm tak nie może być! - Wrzasnął i ruszył do wyjścia.
-Kochanie na pewno musisz coś pamiętać. Jak to się stało? Jak do tego doszło? Kto ci to zrobił?
-Nie wiem mamo.
-A ty? - Spytała patrząc na Hermionę, gdy upewniła się że jej mąż wyszedł z sali.
-Ja nic nie pamiętam. Tyle samo co ... - Powstrzymała się od powiedzenia "Malfoy". - on - Dodała trochę słabiej. - Szłam z Harrym korytarzem i zobaczyliśmy jego i jego dwóch kumpli stojących nad leżącą dziewczyną. Ale różdżki trzymali tylko tamci dwaj, więc to nie on ... Ale Harry się zdenerwował i zaatakował. Stanęłam między nimi. Sama nie wiem czemu. Harry rozwścieczył się jeszcze bardziej i odszedł. Ja zostałam sama z Draco. - Przełknęła głośno ślinę i wzięła głęboki oddech, gdyż poczuła ból w okolicy klatki piersiowej. Zauważyła jak Malfoy również poczuł ten kujący ból i wziął głęboki oddech, ale tak by matka nie zauważyła. Pomimo tego że Narcyza wciąż wpatrywała się w Hermionę. - Zadałam mu pytanie, co on sobie myśli? Ała! - Krzyknęła i podniosła rękę do czoła wykrzywiając twarz w bólu. - A potem był ból, ogromny ból i straciłam przytomność. - Mówiła powoli i ciężko gdyż ból w klatce piersiowej i w głowie nasilał się z każdą sekundą.
-Co się dzieje dziewczyno? - Spytała, gdy Hermiona zaczęła wiercić się na łóżku z bólu. Spojrzała na swojego syna on również zachowywał się podobnie. - Pani Pomfrey! - Wrzasnęła. - Pani Pomfrey! - Krzyknęła jeszcze raz i pobiegła do jej gabinetu. Ostatnie czego ta dwójka była świadoma to rozrywający ból w całym ciele, drgawki, upadek z łóżek na podłogę i wrzaski Pani Pomfrey i Pani Malfoy.
Obudzili się cztery dni później, ale nie znajdowali się w skrzydle szpitalnym w Hogwarcie. Byli na prywatnej sali w Świętym Mungu. Zakazane były wizyty. Uzdrowiciele nie wiedzieli co im się stało. Czy rzucono na nich jakieś zaklęcie czy podano jakiś eliksir. Po ich przebudzeniu się Uzdrowiciele ich dokładnie zbadali i wypytali o objawy. Dwa dni później zwolniono ich gdyż udało się ich wyleczyć. Do Hogwartu kazano im wrócić Błędnym Rycerzem. I tak też zrobili. Podróż nie należała do przyjemnych. Gdy Błędny Rycerz zatrzymał się pod bramą Hogwartu oboje wysiedli zadowoleni i ruszyli w stronę zamku. Nie odzywali się do siebie słowem. Nie wiedzieli co powiedzieć. Nie mieli o czym rozmawiać. Gdy weszli do zamku nawet się ze sobą nie pożegnali i Draco szybko zszedł do lochów, a Hermiona szybko zaczęła wspinać się po schodach na górę. Oboje szybko się przebrali i wskoczyli do łóżek. Tę noc oboje przespali w spokoju. Bez koszmarów, bez lęków i bez pocenia się.
Rano przy śniadaniu Ron i Harry próbowali dowiedzieć się od Hermiony co się stało, ale ta milczała.
-To pewnie Malfoy. - Powiedział ze złością Ron.
-On nie mógł tego zrobić.
-A ty czemu go znowu bronisz? - Spytał również zły Harry.
-Nie bronię go. On nie mógł tego zrobić. Jakbyście nie zauważyli on też został poszkodowany. Był w tak samo kiepskim stanie jak ja i również trafił do Świętego Munga.
-Może sam sobie zadał te obrażenia po tym jak zaatakował ciebie, by zmyć z siebie podejrzenia.
-Ron myślisz że on chciałby sam siebie zranić prawie na śmierć by nie być podejrzanym o napad na mnie? - Spytała rozzłoszczona Hermiona.
-A tobie co się stało? - Spytał Ron.
-Jak ty nic nie rozumiesz. Obaj nic nie rozumiecie. - Powiedziała i wstała od stołu.
-To nam wytłumacz! - Wrzasnął Harry, ale ona go olała.
W tym samym czasie przy stole Slytherinu Draco jadł śniadanie i nagle poczuł się zły, wściekły. Spojrzał przed siebie. Hermiona właśnie wściekła tłumaczyła coś Weasley'owi, wstała od stołu i ruszyła do wyjścia a Potter wrzasnął za nią "To nam wytłumacz!", ale ta się nie odwróciła tylko szybko opuściła sale. Po chwili Draco poczuł że chce mu się płakać. I wiedział że znów coś się stało. Wstał szybko od stołu i ruszył do wyjścia.
Muszę jak najszybciej znaleźć Granger. Powiedział do siebie. Gdzie ona mogła pójść?
Zobaczył jak za rogiem na schodach znika jej czarna szata poszedł szybko w tamtą stronę. Spojrzał w górę schodów, a następnie na korytarz.
Nie mogła pójść wyżej, musi być gdzieś tu. Powiedział do siebie.
W tej chwili po jego policzkach zaczęły kapać łzy.
-Świetnie. - Mruknął na głos. Wszedł w głąb korytarza. sprawdzał każdą salę. Wszystkie były puste. Prócz ostatniej. To w niej na podłodze w koncie siedziała Hermiona i płakała.
-Hermiona? - Spytał słabym głosem.
-Zostaw mnie.
-Musisz się uspokoić.
-Zostaw mnie. - Powiedziała głośniej.
-Musisz zacząć panować nad swoimi emocjami. - Powiedział i pociągnął nosem, a ona podniosła głowę i spojrzała na niego.
-Ty płaczesz? - Spytała słabym głosem lekko roześmiana.
-Niestety. Coś nas znowu połączyło. Odczuwam twoje emocje.. - Powiedział i otarł swoje policzki od łez.
-Draco jak się czujesz? - Spytała kobieta.
-Bywało gorzej. - Odparł od nie chcenia.
-Co się stało? Kto ci to zrobił?
-Nie wiem ojcze. Nikogo nie widziałem. Straciłem przytomność jak jeszcze nie byłem poraniony. To się musiało stać później.
-Jak to możliwe?! Kto do tego dopuścił żeby tak ... Idę porozmawiać z Dumbledore'm tak nie może być! - Wrzasnął i ruszył do wyjścia.
-Kochanie na pewno musisz coś pamiętać. Jak to się stało? Jak do tego doszło? Kto ci to zrobił?
-Nie wiem mamo.
-A ty? - Spytała patrząc na Hermionę, gdy upewniła się że jej mąż wyszedł z sali.
-Ja nic nie pamiętam. Tyle samo co ... - Powstrzymała się od powiedzenia "Malfoy". - on - Dodała trochę słabiej. - Szłam z Harrym korytarzem i zobaczyliśmy jego i jego dwóch kumpli stojących nad leżącą dziewczyną. Ale różdżki trzymali tylko tamci dwaj, więc to nie on ... Ale Harry się zdenerwował i zaatakował. Stanęłam między nimi. Sama nie wiem czemu. Harry rozwścieczył się jeszcze bardziej i odszedł. Ja zostałam sama z Draco. - Przełknęła głośno ślinę i wzięła głęboki oddech, gdyż poczuła ból w okolicy klatki piersiowej. Zauważyła jak Malfoy również poczuł ten kujący ból i wziął głęboki oddech, ale tak by matka nie zauważyła. Pomimo tego że Narcyza wciąż wpatrywała się w Hermionę. - Zadałam mu pytanie, co on sobie myśli? Ała! - Krzyknęła i podniosła rękę do czoła wykrzywiając twarz w bólu. - A potem był ból, ogromny ból i straciłam przytomność. - Mówiła powoli i ciężko gdyż ból w klatce piersiowej i w głowie nasilał się z każdą sekundą.
-Co się dzieje dziewczyno? - Spytała, gdy Hermiona zaczęła wiercić się na łóżku z bólu. Spojrzała na swojego syna on również zachowywał się podobnie. - Pani Pomfrey! - Wrzasnęła. - Pani Pomfrey! - Krzyknęła jeszcze raz i pobiegła do jej gabinetu. Ostatnie czego ta dwójka była świadoma to rozrywający ból w całym ciele, drgawki, upadek z łóżek na podłogę i wrzaski Pani Pomfrey i Pani Malfoy.
Obudzili się cztery dni później, ale nie znajdowali się w skrzydle szpitalnym w Hogwarcie. Byli na prywatnej sali w Świętym Mungu. Zakazane były wizyty. Uzdrowiciele nie wiedzieli co im się stało. Czy rzucono na nich jakieś zaklęcie czy podano jakiś eliksir. Po ich przebudzeniu się Uzdrowiciele ich dokładnie zbadali i wypytali o objawy. Dwa dni później zwolniono ich gdyż udało się ich wyleczyć. Do Hogwartu kazano im wrócić Błędnym Rycerzem. I tak też zrobili. Podróż nie należała do przyjemnych. Gdy Błędny Rycerz zatrzymał się pod bramą Hogwartu oboje wysiedli zadowoleni i ruszyli w stronę zamku. Nie odzywali się do siebie słowem. Nie wiedzieli co powiedzieć. Nie mieli o czym rozmawiać. Gdy weszli do zamku nawet się ze sobą nie pożegnali i Draco szybko zszedł do lochów, a Hermiona szybko zaczęła wspinać się po schodach na górę. Oboje szybko się przebrali i wskoczyli do łóżek. Tę noc oboje przespali w spokoju. Bez koszmarów, bez lęków i bez pocenia się.
Rano przy śniadaniu Ron i Harry próbowali dowiedzieć się od Hermiony co się stało, ale ta milczała.
-To pewnie Malfoy. - Powiedział ze złością Ron.
-On nie mógł tego zrobić.
-A ty czemu go znowu bronisz? - Spytał również zły Harry.
-Nie bronię go. On nie mógł tego zrobić. Jakbyście nie zauważyli on też został poszkodowany. Był w tak samo kiepskim stanie jak ja i również trafił do Świętego Munga.
-Może sam sobie zadał te obrażenia po tym jak zaatakował ciebie, by zmyć z siebie podejrzenia.
-Ron myślisz że on chciałby sam siebie zranić prawie na śmierć by nie być podejrzanym o napad na mnie? - Spytała rozzłoszczona Hermiona.
-A tobie co się stało? - Spytał Ron.
-Jak ty nic nie rozumiesz. Obaj nic nie rozumiecie. - Powiedziała i wstała od stołu.
-To nam wytłumacz! - Wrzasnął Harry, ale ona go olała.
W tym samym czasie przy stole Slytherinu Draco jadł śniadanie i nagle poczuł się zły, wściekły. Spojrzał przed siebie. Hermiona właśnie wściekła tłumaczyła coś Weasley'owi, wstała od stołu i ruszyła do wyjścia a Potter wrzasnął za nią "To nam wytłumacz!", ale ta się nie odwróciła tylko szybko opuściła sale. Po chwili Draco poczuł że chce mu się płakać. I wiedział że znów coś się stało. Wstał szybko od stołu i ruszył do wyjścia.
Muszę jak najszybciej znaleźć Granger. Powiedział do siebie. Gdzie ona mogła pójść?
Zobaczył jak za rogiem na schodach znika jej czarna szata poszedł szybko w tamtą stronę. Spojrzał w górę schodów, a następnie na korytarz.
Nie mogła pójść wyżej, musi być gdzieś tu. Powiedział do siebie.
W tej chwili po jego policzkach zaczęły kapać łzy.
-Świetnie. - Mruknął na głos. Wszedł w głąb korytarza. sprawdzał każdą salę. Wszystkie były puste. Prócz ostatniej. To w niej na podłodze w koncie siedziała Hermiona i płakała.
-Hermiona? - Spytał słabym głosem.
-Zostaw mnie.
-Musisz się uspokoić.
-Zostaw mnie. - Powiedziała głośniej.
-Musisz zacząć panować nad swoimi emocjami. - Powiedział i pociągnął nosem, a ona podniosła głowę i spojrzała na niego.
-Ty płaczesz? - Spytała słabym głosem lekko roześmiana.
-Niestety. Coś nas znowu połączyło. Odczuwam twoje emocje.. - Powiedział i otarł swoje policzki od łez.
------------------------------&&&-------------------------
I jest kolejny rozdział. Jak się wam podoba?
Czytasz=Komentujesz=Motywujesz
--------------------&&&-----------------
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz